Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weterynarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weterynarz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 stycznia 2018

155 lat temu wybuchło Powstanie Styczniowe

 Z tej okazji postanowiłam przybliżyć pokrótce sylwetkę jednego z moich przodków – prapradziadka Stanisława Siwickiego, ojca Ludwiki Siwickiej-Nowickiej i Władysława Siwickiego, dziadka Ireny Siwickiej-Żychiewicz. Opowieść oparta będzie na wspomnieniach Ludwiki – córki Stanisława, która w roku 1956/57 opisała w 3 częsciach historię rodzinną w Tygodniku Londyńskim.

Ojciec [Stanisław Siwicki] wychowywał się ze swoim bratem Zygmuntem u dziadków Michałowskich. (…) Później przyszły dla mego ojca lata gimnazjalne w Rydze i medycyna na uniwersytecie w Dorpacie, za rządów carskich jedynym, który miał pełną autonomię i skupiał młodzież rewolucyjną z Polski, Rosji i innych prowincji cesarstwa. (…)
Na wieść o wybuchu powstania, ojciec pojechał do Wilna żeby się zaciągnąć. Wkrótce został naczelnikiem administracyjnym jednego z oddziałów Rządu Narodowego. Groziła mu kara śmieci. Uratował się, jak nam opowiadał, połknięciem obciążającego dokumentu w chwili, kiedy go uprzedzono, że ma zostać aresztowany. Był to środek samoobrony często stosowany w tych strasznych czasach. Dowodów należenia ojca do powstania, poza ustnym donosem, nie było. Skazano go na dożywotnie zesłanie na Sybir „z pozbawieniem praw i mienia”. Dzięki amnestii przebył na wygnaniu „tylko 15 lat” - od 25-go roku życia do 40-go. 

W drodze na Sybir ojciec rozchorował się ciężko najpierw na ospę, a później na tyfus. Pierwsze lata na wygnaniu były ciężkie. Warunki domowe nie przygotowały ojca do walki o byt. Dyplomu doktorskiego nie zdążył zrobić. Chwytał się każdej pracy żeby zarobić na chleb. Moskali nienawidził do końca życia, ale wśród wspomnień o stosunku ludu rosyjskiego, a przede wszystkim Sybiraków do powstańców – były jasne promyki. Na postojach baby wiejskie przynosiły kaszę, mleko i inne posiłki dla zesłańców. (…) Sybiracy często opiekowali się tymi przybyszami z Polski i darzyli ich sympatią: pomimo ciemnoty rozumieli, że to nie są zwyczajni przestępcy i współczuli z nimi.
Po 15 latach ojciec powrócił nie do rodzinnej Litwy, której nie danem mu było już zobaczyć, ale do Warszawy. Za pożyczone od rodziny pieniądze wziął długoterminową dzierżawę na Grochowie, 6 wiorst od Warszawy. Posesja leżała koło słynnej z r. 1831 Olszynki Grochowskiej. Tam spędził ojciec resztę życia.
Ojciec mój ożenił się w niespełna rok po powrocie z Syberii. Kiedy później jako dorośli zapytaliśmy wraz z bratem matkę czy była bardzo zakochana w ojcu, zamyśliła się i powiedziała: To było nie takie „zakochanie” jak teraz. Wierzyłam w niego: gdyby mi powiedział: „Skocz przez to okno!” - skoczyłabym wierząc że mi się nic nie stanie. Rozumieliśmy mamę dobrze. Była „tworem” ojca. Wspólne czytania w zimowe wieczory, długie gawędy, a nade wszystko jego osobowość – urobiły mamę w jego duchu. Dla nas mama była starszą siostrą, i tak we troje, w cichym porozumieniu, czciliśmy go wspólnie.

Ojciec umarł na raka wątroby w 61 roku życia (1897). Nie był ani wielkim uczonym-odkrywcą, ani sławnym działaczem politycznym, ani pisarzem, ani poetą (owszem, poetą był w każdym swoim przeżyciu), był sobą samym: człowiekiem, który wywierał dziwny urok przez swoją ludzką prostotę nie obciążoną żadnymi przesądami, a głównie przez swoją duszę otwartą dla ludzi i miłującą. 

czwartek, 19 października 2017

Nowe życie Feliksa Radwańskiego

O związkach potomków Felixa Radwańskiego seniora z potomkami Żychiewicza już pisałam 2 lata temu w artykule "Niedziela w Swoszowicach". Czas powrócić do tematu wielkiego Krakusa, 5 razy pra-dziadka dzieci Ingarden. Jednym z jego fanów jest swoszowicki historyk, p. Dominik Galas, który wpadł na pomysł, żeby upamiętnić dawnego właściciela Swoszowic, założyciela uzdrowiska, nadając młodziutkiemu platanowi imię Felixa.

Uroczystość odbyła się w kameralnym gronie, w ogrodzie leżącym tuż przy pawilonie Szwajcarka, naprzeciwko Parku Zdrojowego. U stóp młodego drzewka wkopana została tabliczka informująca o nadaniu imienia, którą odsłonił praprapraprawnuk Feliksa Jacek Ingarden oraz przedstawicielka Urzędu Miasta Krakowa. I tym sposobem Feliks dostał nowe ziemskie życie. A platan będzie przechodniom przypominał, że dawno, dawno temu toczyła się wokół ciekawa historia, do której warto od czasu do czasu zaglądnąć...


Po uroczystości zebrani goście zostali zaproszeni do swoszowickiej szkoły podstawowej, w której dzieci i młodzież pod kierunkiem nauczycieli przygotowali część artystyczną, upamiętniającą 135-lecie szkoły. Piękna historia, sięgająca 1882 roku, opowiedziana przez uczniów. I piękne słowa pierwszej pani dyrektor, Zofii Rutkowskiej, zapisane w kronice szkoły:

W imię Boga biorę pióro do ręki, aby rozpocząć kronikę, którą kto i kiedy ukończy - trudno odgadnąć. Bóg by dał, by ona długie lata i wieki szczęśliwie przetrwać mogła i zawsze równie pocieszające zawierała wiadomości, jakiemi mnie przyszło ją rozpocząć. 

Kronika przetrwała do czasów dzisiejszych i jest kontynuowana, zgodnie z życzeniem pani Zofii...


 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Łucznictwo konne – tor węgierski

Łucznictwo konne to pełna emocji, a do tego bardzo widowiskowa konkurencja sportowa. Polska od kilku lat znajduje się w ścisłej czołówce światowej, a nasza ulubiona zawodniczka, Anka Sokólska, jest zbierającą na każdych zawodach najwyższe laury Mistrzynią Świata.

Dziewczyny Ingarden w niedzielę 9 kwietnia 2017 wzięły udział w zorganizowanym przez Stajnię Sarmacja szkoleniu na torze węgierskim. Konkurencja węgierska została wprowadzona przez znanego węgierskiego łucznika konnego Kassai Lajosa i jest rozgrywana na większości międzynarodowych zawodów łucznictwa konnego. Jeździec ma do przejechania tor długości 90 metrów i na tym dystansie oddaje strzały do trzech tarcz ustawionych w odległości 9 metrów od toru.

Nasze kursantki nie strzelały do trzech tarcz, tylko do jednej obrotowej. Dosiadły własnych, nieco zdziczałych koni. Początkowo nie było łatwo, bo Urania nie chciała przemieszczać się bez Elfa, a Elf zapomniał, że jest coś takiego, jak spokojny, równy galop. Pierwsza część szkolenia była sporym wyzwaniem zarówno dla dziewczyn, jak i dla koni. Część popołudniowa była już prawdziwą frajdą, bo uczestnicy coraz częściej oddawali celne strzały, a konie wprawdzie nadal miały problemy z hamulcami, ale przynajmniej galop był równy. Julka biła rekordy prędkości, niejednokrotnie osiągając czas przejazdu poniżej 9 sekund (norma 16 ;)), a Karolina szlifowała kierowanie Uranią przy pomocy myśli.

Zwracam uwagę, że do strzelania z łuku potrzebne są dwie ręce, a pędzący po torze wyciągniętym galopem (a często cwałem) koń jest kierowany wyłącznie dosiadem i… myślą. Dlatego jest to konkurencja nie tylko dla świetnych jeźdźców, ale dla prawdziwych koniarzy, którzy potrafią mentalnie połączyć się ze swoim wierzchowcem i zaufać mu.

Szczególne podziękowania należą się oczywiście wspaniałym i niezastąpionym instruktorom – Leszkowi i Abratowi, którzy jak zorganizowali kolejne świetne szkolenie i zapewnili super atmosferę <3

Więcej informacji o konkurencji węgierskiej TUTAJ >>>



czwartek, 24 listopada 2016

Jak powstaje reportaż?

...czyli Antoni Żychiewicz ps. „Przerwa” w radiowej Jedynce.

Reportaż radiowy powstaje w kilku etapach. Etap I to pomysł. Dziennikarka Polskiego Radia, pani Ewelina Karpacz-Oboładze, dostała zadanie: reportaż historyczny o Cichociemnych, czyli spojrzenie na jednego ze skoczków przez pryzmat jego rodziny. W trakcie poszukiwań bohatera trafiła na Cichociemnego – Żychiewicza. „To jest to!” pomyślała i przeszła do etapu II, czyli przygotowań. Nawiązała kontakt, umówiła się, zapoznała z poczynaniami rodziny „Przerwy”.


23 listopada 2016 to etap III, już bardzo konkretny - spotkanie z Ingardenami w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS i nagrania. Tematyka reportażu dotyczyła Dziadka / Pradziadka Antoniego, ale była to historia widziana oczami rodziny. Były ulubione opowieści o wojennej miłości, było trochę o dylematach moralnych, mówiliśmy też sporo o naszych odczuciach i o ogromnym wpływie, jaki miały na kolejne pokolenia losy i decyzje przodków. Swoje 5 minut miał też Hajduk „Hulaj Dusza”, gończy polski Ingardenów, który zaprezentował kilka sztuczek i wykazał talent aktorski pokaszlując i prezentując cały arsenał swoich smutnych min.

Korzystając z okazji wizyty w Myślenicach prawdziwej dziennikarki z dalekiej Warszawy, udało się namówić Panią Ewelinę na spotkanie z uczniami Gimnazjum nr 1, szkoły, do której uczęszczają wnuczki Antoniego Żychiewicza i która aktywnie uczestniczyła w obchodach Roku Cichociemnych.

Teraz przed reportażem etap IV, czyli składanie wszystkiego w całość, etap V niecierpliwego wyczekiwania i etap VI – emisja gotowego dzieła w Polskim Radiu.

Więcej o Ewelinie Karpacz-Oboładze TUTAJ >>>
Reportaże Pani Eweliny TUTAJ >>>

Link do „naszego” reportażu niebawem :)


środa, 2 listopada 2016

W Gliwicach stanął Pomnik Cichociemnych!

26 października 2016. Ważny dzień dla Gliwic. Od rana w okolice Garnizonowego Kościoła pod wezwaniem Św. Barbary nadjeżdżają większe i mniejsze grupy wojskowych i umundurowanej młodzieży. Widać też sporą grupę elegancko ubranych polityków oraz kombatantów z biało-czerwonymi opaskami na ramionach. Tego dnia miało miejsce odsłonięcie pomnika, a właściwie obelisku poświęconego Cichociemnym – Spadochroniarzom Armii Krajowej. Na tablicy wykute zostały słowa:

GLIWICCY CICHOCIEMNI
SPADOCHRONIARZE ARMII KRAJOWEJ
ELITA POLSKI WALCZĄCEJ

EDWARD KIWER ps. „Biegaj”
BOLESŁAW POLOŃCZYK ps. „Kryształ”
LESZEK RATAJSKI ps. „Żal”
ALEKSANDER TARNAWSKI ps. „Upłaz”
BOGUSŁAW WOLNIAK ps. „Mięta”
ANTONI ŻYCHIEWICZ ps. „Przerwa”

Gliwice 2016

Uroczystość rozpoczęła Msza Święta odprawiana przez kapelanów wojskowych pod przewodnictwem Biskupa Polowego Wojska Polskiego Józefa Guzdka. We Mszy Św. uczestniczyły rodziny wszystkich upamiętnionych Cichociemnych, przedstawiciele władz, dowódcy wojskowi, kompania honorowa WP z Krakowa, orkiestra wojskowa oraz liczne poczty sztandarowe, żołnierze, strzelcy, szkoły mundurowe, uczniowie oraz mieszkańcy Gliwic.

Po Mszy Św. przyszedł czas na oficjalne wystąpienia organizatorów, przedstawicieli Rządu i władz. Obelisk został poświęcony przez Biskupa Guzdka, a ku czci Cichociemnych wojsko oddało salwę honorową.

Organizatorami uroczystości byli Komendant 4 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Gliwicach płk Mirosław Molik oraz Przewodnicząca Gliwickiego Klubu GazetyPolskiej Marta Święcicka. Patronatem honorowym odsłonięcie pomnika objął Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz, którego reprezentowali Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Bartłomiej Grabski oraz Dyrektor Generalny MON Bogdan Ścibut. Koniecznie trzeba wspomnieć o licznych przedstawicielach Wojsk Specjalnych, którzy zaszczycili imprezę swoją obecnością. Obecny był płk Ryszard Pietras – zastępca Dowódcy Komponentu WojskSpecjalnych, płk Sławomir Drumowicz – Dowódca JW AGAT, płk Mirosław Krupa – Dowódca JW NIL, ppłk Robert Kopacki – Dowódca JW GROM, ppłk Robert Szczeszek – z-ca Dowódcy JW Komandosów. Obecni byli również: ppłk Robert Kruz – Dowódca 6 BatalionuPowietrznodesantowego,
ppłk Roman Nowogrodzki - Komendant WKUw Gliwicach, Jarosław Wieczorek - Wojewoda Śląski, Zygmunt Frankiewicz – Prezydent Miasta Gliwice, Ewa Pokorska-Ożóg – Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków, Tomasz Sakiewicz – redaktor naczelny Gazety Polskiej, płk Jan Święcicki – Prezes Stowarzyszenia NIL, Janusz Wójcik – Prezes „Granitu-StrzegomSA”, Adam Burzywoda – Prezes Fundacji „Szturman” i wielu innych znamienitych gości, których nie sposób wszystkich wymienić.

Młodzież reprezentowały szkoły mundurowe, Strzelcy Rzeczypospolitej, uczniowie Szkoły Podstawowej z Bojkowa oraz czwórka harcerzy z Myślenic – prawnuków Cichociemnego Żychiewicza. Rodzinę Antoniego reprezentowały oprócz córki Marty Święcickiej, głównej organizatorki, dwie wnuczki – autorka tekstu Maja Ingarden oraz dziennikarka Sabina Treffler.

Pod pomnikiem złożone zostały liczne wieńce i wiązanki. Po zakończeniu uroczystości część gości mogła podziwiać i zwiedzać stoisko przygotowane przez żołnierzy JW AGAT i Garnizonu Gliwickiego, na którym oprócz broni i prezentacji maskowania zaprezentowane zostały wozy bojowe, m.in. piaskowy M-ATV, których fanami są wszystkie dzieci Ingarden. Tego dnia spełniło się ich marzenie, żeby zwiedzić wnętrze wozu i stanąć na wieżyczce strzelniczej.

Odsłonięcie pomnika jest jedną z ostatnich tegorocznych uroczystości upamiętniających Rok Cichociemnych. Impreza gliwicka była bardzo uroczysta i doskonale zorganizowana. Jak będziecie w Gliwicach to koniecznie zajrzyjcie w okolice Kościoła Garnizonowego, żeby oddać honor Bohaterom :)





Więcej o uroczystości: 


















niedziela, 3 stycznia 2016

2016 - Rok Cichociemnych

Z przyjemnością informuję, że 22 grudnia 2015 roku Sejm Rzeczpospolitej Polskiej uchwalił rok 2016 ROKIEM CICHOCIEMNYCH. 



"U C H WA Ł A   S E J M U   R Z E C Z Y P O S P OLI T E J   P O L S K I E J 
z dnia 22 grudnia 2015 r. 
w sprawie ustanowienia roku 2016 Rokiem Cichociemnych 

W lutym 2016 roku przypada 75. rocznica pierwszego zrzutu do walki w okupowanej Polsce Cichociemnych – Spadochroniarzy Związku Walki Zbrojnej /Armii Krajowej, który nastąpił w nocy z 15 na 16 lutego 1941 roku. Działania Cichociemnych umożliwiły nawiązanie łączności z Krajem drogą lotniczą oraz przeprowadzanie akcji sabotażowo-dywersyjnych przeciwko okupantom. Do końca 1944 roku na obszar Polski zrzuconych zostało 316 Cichociemnych, z których 112 oddało życie za wolną Ojczyznę. Kilkudziesięciu kolejnych żołnierzy polskich – spadochroniarzy – skierowano do innych okupowanych krajów w Europie. Cichociemni, ludzie, którzy odbyli szczególnie profesjonalne i specjalistyczne przeszkolenie, stanowili elitę Polskich Sił Zbrojnych. Z uwagi na fakt, iż ich zasługi w bojach o niepodległość Polski były niezwykłe, a wyczyny wojenne wyjątkowe, powinni znaleźć się na stałe w panteonie naszych bohaterów narodowych. Wiedza na temat wielkich osiągnięć i poświęcenia Cichociemnych musi być upowszechniana, przede wszystkim wśród młodych Polaków. Działania ich rodzin, zarówno w Kraju jak i na emigracji oraz Fundacji im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej i innych środowisk, które kultywują tradycje Cichociemnych, zasługują na wsparcie instytucjonalne i obywatelskie. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, aby oddać hołd wszystkim Cichociemnym, którym należy się szacunek całego Narodu oraz przekazać pamięć o Nich kolejnym pokoleniom, ustanawia rok 2016 Rokiem Cichociemnych. 

MARSZAŁEK SEJMU 
/ – / Marek Kuchciński" 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Podróże sentymentalne – Lwów…

Lwów dla naszej rodziny jest wyjątkowym miejscem. To miasto rodzinne Żychiewiczów, a także ukochane miasto Ingardenów. Okolice Lwowa są też kolebką rodziny Lewczuków. Dziewczyny Ingarden (Maja, Julka i Karola) wybrały się tam po raz pierwszy, dzięki zorganizowanej przez myślenickie Gimnazjum nr 1 wycieczce. Głównym celem był transport darów dla Polaków z podlwowskiej parafii Janowo, ale dla większości pasażerów naszego autokaru była to przede wszystkim wycieczka krajoznawcza. Dla nas była to wspaniała podróż w przeszłość.

Łyczakowski kościół Św. Antoniego
Do wyjazdu przygotowywałyśmy się wiele miesięcy, bo plany wyjazdu ciągle krzyżowały niespodziewane wydarzenia. W końcu się udało. Lista miejsc do odwiedzenia wydłużyła się niepokojąco. Mapa Lwowa oznaczona została niezliczoną ilością niebieskich kropek. Szkoła im. Kazimierza Wielkiego, do której uczęszczał Antoni, dom rodzinny przy Boberskiej, kościół Św. Antoniego przy Łyczakowskiej, Politechnika Lwowska, Uniwersytet Jana Kazimierza, szkoła im. Batorego (tutaj uczył Roman Ingarden – filozof, a uczył się Roman – fizyk), Cmentarz Łyczakowski (górka Powstańców Styczniowych i Cmentarz Orląt Lwowskich), Akademia Handlowa (tam profesorem był Emil Żychiewicz – ojciec Antoniego), siedziba Książnicy Atlas… Im więcej było czasu na przygotowanie, tym bardziej niebiesko robiło się na planie miasta… Ostatecznie nie udało się zrealizować nawet części planów. Wszystko przez (a może dzięki?) wspaniałej przewodniczce, pani Alinie, Polce mieszkającej we Lwowie, która przeniosła nas w dawne czasy i wprowadziła we współczesne realia. Zwiedziliśmy trzy katedry, Operę, Galerię Europejską, kilka kościołów i Cmentarz Łyczakowski. Mimo mało wycieczkowej pogody (zimno, śnieg i deszcz) chłonęliśmy lwowską atmosferę.

Julka przy grobie Albina Żychiewicza
Jakie wrażenia? Cudowne. Piękne miasto, mimo wydarzeń historycznych nie aż tak zniszczone, jak się spodziewałam. Widać pracę ostatnich lat włożoną w ratowanie zabytków, szczególnie tych najważniejszych, polskich. Ludzie żyją skromnie, może nawet bardzo skromnie, ale Polacy mieszkający we Lwowie dbają o tradycję i budzą podziw swoim patriotyzmem. „My, Polacy ze Lwowa, dochodzimy do wszystkiego własną ciężką pracą. Nie prosimy, nie żebrzemy. Tak nas nauczono…” – mówiła pani Alina. Mówiła też sporo na temat wychowania lwowskich dzieci: „Niektórzy się burzą, jak to możliwe, że walczyły dzieci. I tutaj, i podobnie w Powstaniu Warszawskim. Tych dzieci i młodzieży nikt nie wysyłał do walki. Dla nich było oczywiste, że za Ojczyznę należy walczyć, a jak trzeba, to i umrzeć.” Te słowa wypowiedziane nad grobami Orląt Lwowskich nabrały nowego znaczenia... A nam udało się odnaleźć grób Albina Żychiewicza, stryja Antka, legionisty, dziennikarza, patrioty. Zmarł przedwcześnie z powodu ran odniesiony w czasie walk u boku Marszałka Piłsudskiego. Do grobu Józefa Żychiewicza, dziadka Antoniego, powstańca styczniowego, niestety nie dotarłyśmy.

Na zakończenie w kościółku janowskim została odprawiona w intencji uczestników wyprawy i ich rodzin Msza Święta.

Przed nami plany kolejnej wyprawy do Lwowa. Będziemy tam wracać tak często, jak to tylko możliwe, bo to w końcu nasze rodzinne miasto...

Karolina przed kaplicą Boimów
Cmentarz Łyczakowski
Cmentarz Łyczakowski
Lwowska Opera

środa, 4 listopada 2015

1 listopada - święto podróży sentymentalnych


Święto Wszystkich Świętych jest wielkim świętem wędrówek sentymentalnych. Już jako dziecko najwięcej anegdot rodzinnych omawianych było właśnie na cmentarzu. Każdy grób miał ich po kilka, czy nawet kilkanaście. Przychodziły same, wystarczyło nadstawić uszu. Zmieniło się to po przeprowadzce do przyjaznej, ale obcej Małopolski. Skończyły się spotkania rodzinne nad grobami, skończyło się nasłuchiwanie. Obok nas pojawiły się nasze dzieci, które nadstawiają uszu tak jak ja w ich wieku. Tylko o czym mam im opowiadać, skoro opowieści gliwickie nijak się mają do krakowskich?
Ale jednak poradziliśmy sobie. Pomógł nam niezawodny internet i trochę grzebania w historiach rodzinnych. Okazało się, że w okolicy do odwiedzenia jest tyle grobów, że trudno jest objechać wszystkie w tydzień, nie mówiąc o jednym dniu.

Reprezentacja myślenickich harcerzy na grobie "Kryształa"
W Myślenicach odwiedziliśmy w tym roku grób por. Bolesława Polończyka, ps. "Kryształ", cichociemnego, jednego z przyjaciół Dziadka Antoniego. Kraków to cała plejada Ingardenów i Radwańskich, jest też grób małej Krystynki, cioci autorki bloga, której nie było jej dane poznać... 
Na Salwatorze pochowany jest prof. Eugeniusz Romer, sławny kartograf, przyjaciel i współpracownik Emila Żychiewicza, ojca Antoniego. Nad gliwickimi grobami jego żony i syna chłonęłam opowieści o lwowskich czasach rodzinnych.

Dalsze okolice to Rabka, na której cmentarzach pochowana jest Maria Wierzycka, z domu Rościszewska, babka Antoniego, oraz Zdzisław Wierzycki, kuzyn Antoniego, który przez kilka lat razem z Antkiem się wychowywał.

Jeszcze kawałek dalej, na urokliwym cmentarzu w Soli-Kiczorze, pochowany jest sam Antoni Żychiewicz.

Tradycja rodzinnych opowieści zostanie podtrzymana. Rodzice opowiadają, dzieci słuchają. W kolejnych latach jeszcze nie raz będą miały okazję wędrować tymi ścieżkami, ale z własnych doświadczeń wiem, że za każdym razem wszystkie opowieści są równie ciekawe :)


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

71 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego - Zakopane 1 sierpnia 2015

Do Warszawy było nam za daleko, więc postanowiliśmy uczcić pamięć Powstańców w... Zakopanem. Miałam nadzieję, że jakieś plany będą miały Myślenice, ale pamiętając zeszły rok, kiedy to wybraliśmy się do Domu Greckiego na wystawkę o Powstaniu Warszawskim w koszulkach "powstańczych", nie oczekiwaliśmy cudów. Otóż rok temu, jak nas zobaczyła jedna z pań pracujących w Muzeum, omiotła nas spłoszonym wzrokiem i zapytała wyraźnie zaniepokojona: "Czy to jakaś akcja?" Zdziwiła się, że ubraliśmy koszulki z okazji rocznicy wybuchu PW...

Zakopane świętowało bez szczególnych fanfar, ale Górale jak to Górale, pamiętają o ważnych dla Polski rocznicach. O 15.30 mieliśmy przyjemność oglądnąć inscenizację potyczki partyzanckiej przygotowaną przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych - 1 Pułk Strzelców Podhalańskich AK. O 17.00 całą gromadką uczestniczyliśmy w uroczystej Mszy Św. w intencji Ojczyzny i Powstańców Warszawskich. Kazanie było okolicznościowe, pięknie ubrane w słowa podziękowanie za powstańcze poświęcenie... Powinni go posłuchać ci wszyscy, którzy tradycyjnie w okolicach 1 sierpnia opluwają naszych bohaterów...

W sobotę 1 sierpnia w myślenickim dodatku ukazał się duży artykuł o "Hawrań", Irenie Siwickiej - Żychiewicz, jednej z bohaterek bloga... Na końcu artykułu moja refleksja na temat PW: 
Wnuczka Ireny - Maja Ingarden sprzeciwia się głosom mówiącym, że powstanie było bezsensowną, bo z góry przegraną walką, która na dodatek pochłonęła mnóstwo ofiar. - Jestem zdecydowaną obrończynią powstania i powstańców. (...) Uważam za bardzo niesprawiedliwe to, że działania powstańców sprowadza się do błędu. Dlaczego nikt nie zastanawia się, co by było gdyby nie było powstania, albo gdyby powstańcy wygrali? To nie był błąd, a oni nie byli dzieciakami, jak się nieraz o nich mówi. Byli dojrzali, chcieli walczyć i umrzeć wolni, bo jestem przekonana, że liczyli się z tym, że umrą... 
Cały artykuł   TUTAJ >>>