O związkach potomków Felixa Radwańskiego seniora z potomkami Żychiewicza już pisałam 2 lata temu w artykule "Niedziela w Swoszowicach". Czas powrócić do tematu wielkiego Krakusa, 5 razy pra-dziadka dzieci Ingarden. Jednym z jego fanów jest swoszowicki historyk, p. Dominik Galas, który wpadł na pomysł, żeby upamiętnić dawnego właściciela Swoszowic, założyciela uzdrowiska, nadając młodziutkiemu platanowi imię Felixa.
Uroczystość odbyła się w kameralnym gronie, w ogrodzie leżącym tuż przy pawilonie Szwajcarka, naprzeciwko Parku Zdrojowego. U stóp młodego drzewka wkopana została tabliczka informująca o nadaniu imienia, którą odsłonił praprapraprawnuk Feliksa Jacek Ingarden oraz przedstawicielka Urzędu Miasta Krakowa. I tym sposobem Feliks dostał nowe ziemskie życie. A platan będzie przechodniom przypominał, że dawno, dawno temu toczyła się wokół ciekawa historia, do której warto od czasu do czasu zaglądnąć...
Po uroczystości zebrani goście zostali zaproszeni do swoszowickiej szkoły podstawowej, w której dzieci i młodzież pod kierunkiem nauczycieli przygotowali część artystyczną, upamiętniającą 135-lecie szkoły. Piękna historia, sięgająca 1882 roku, opowiedziana przez uczniów. I piękne słowa pierwszej pani dyrektor, Zofii Rutkowskiej, zapisane w kronice szkoły:
W imię Boga biorę pióro do ręki, aby rozpocząć kronikę, którą kto i kiedy ukończy - trudno odgadnąć. Bóg by dał, by ona długie lata i wieki szczęśliwie przetrwać mogła i zawsze równie pocieszające zawierała wiadomości, jakiemi mnie przyszło ją rozpocząć.
Kronika przetrwała do czasów dzisiejszych i jest kontynuowana, zgodnie z życzeniem pani Zofii...
Będzie trochę o głównym bohaterze, ale też o historii i o rodzinie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julia Ingarden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julia Ingarden. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 października 2017
Nowe życie Feliksa Radwańskiego
piątek, 16 grudnia 2016
"Ojciec, dziadek, cichociemny" - reportaż Eweliny Karpacz-Oboładze
Jak to jest być dzieckiem cichociemnego?
A jak to jest być wnukiem? A prawnukiem?
Jak legendarnych skoczków Armii Krajowej wspominają ich potomkowie?
Na stronie Polskiego Radia można wysłuchać reportażu Eweliny Karpacz-Oboladze o wpływie przeszłości na teraźniejszość i przyszłość:
OJCIEC, DZIADEK, CICHOCIEMNY...
Relacja z powstawania reportażu TUTAJ >>>
poniedziałek, 14 listopada 2016
210 rocznica urodzin Emilii Plater
13 listopada 1806
roku, urodziła się w Wilnie Emilia Broel-Plater, polska hrabianka,
kapitan Wojska Polskiego, jedna z inicjatorek Powstania Listopadowego
na Litwie. Patriotka, romantyczka, wielbicielka książek. Pisała
wiersze, śpiewała, pięknie rysowała. Uprawiała fechtunek, jazdę
konną, myślistwo, dużo wędrowała.
13 listopada 2016, w Myślenickim Domu Kultury, odbył się przygotowany przez młodzież spektakl pt. Cmentarzysko Historii. Występowała w nim również Julia Ingarden, grając Emilię Plater, dokładnie w 210 rocznicę jej urodzin. Jako Emilia mówiła: Ktoś wywołał mnie, kapitana Wojska Polskiego, Emilię Broel Plater herbu Plater?
Warto też wspomnieć, że Irena Siwicka-Żychiewicz, prababcia Julki, chodziła do warszawskiej szkoły imienia Emilii Plater, słynnej "Platerówki". O szkole i jej patronce przeczytać możemy w konkursowej pracy Julki pt. "Irena Siwicka-Żychiewicz. Niezwykła historia mojej prababci": Irena uczęszczała do Gimnazjum i Liceum im. Emilii Plater w Warszawie. Była to dobra szkoła na wysokim poziomie. Nauka połączona była z wypoczynkiem i sportem na świeżym powietrzu, blisko natury. W niedługim czasie Irena miała historię Polski w małym palcu, a patronka szkoły, legendarna Emilia Plater, stała się jej przewodniczką i wzorem do naśladowania zarówno podczas nauki, jak i później, podczas Powstania Warszawskiego.
Na zakończenie przypomnę piękny
wiersz Adama Mickiewicza pt. „ŚMIERĆ PUŁKOWNIKA”:
Rota strzelców stanęła zielona;
A u wrót stoi straż Pułkownika,
Tam w izdebce Pułkownik ich kona.
Z wiosek zbiegły się tłumy wieśniacze,
Wódz to był wielkiej mocy i sławy,
Kiedy po nim lud prosty tak płacze
I o zdrowie tak pyta ciekawy.
Kazał konia Pułkownik kulbaczyć,
Konia w każdej sławnego potrzebie;
Chce go jeszcze przed śmiercią obaczyć,
Kazał przywieść do izby - do siebie.
Kazał przynieść swój mundur strzelecki,
Swój kordelas i pas, i ładunki;
Stary żołnierz - on chce jak Czarniecki.
Umierając, swe żegnać rynsztunki.
A gdy konia już z izby wywiedli,
Potem do niej wszedł ksiądz z Panem Bogiem;
I żołnierze od żalu pobledli.
A lud modlił się klęcząc przed progiem.
Nawet starzy Kościuszki żołnierze,
Tyle krwi swej i cudzej wylali,
Łzy ni jednej - a teraz płakali
I mówili z księżami pacierze.
Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy;
Już przed chatą nie było żołnierza,
Bo już Moskal był w tej okolicy.
Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza,
Na pastuszym tapczanie on leży -
W ręku krzyż, w głowach siodło i burka,
A u boku kordelas, dwururka.
Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,
Jakie piękne dziewicze ma lica?
Jaką pierś? - Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica-bohater,
Wódz Powstańców - Emilija Plater!
Więcej o Emilii Plater na stronie
Wikipedii i Polskiego Radia
niedziela, 11 września 2016
Sucha Polana i Kudłacze 2016...
W sobotę Julka i Karolina wzięły
udział w niektórych zawodach i konkursach przy schronisku na
Kudłaczach. Mimo niezbyt pomyślnych wiatrów Karolinie udało się
zająć pierwsze, a Julce drugie miejsce w konkursie strzeleckim, a
Julka stanęła na podium w rzutkach (3 miejsce) i zwijaniu śpiwora
na czas (również 3 miejsce).
I w ten sposób kolejnymi sukcesami
zakończyliśmy ten pracowity wrześniowy weekend :)
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Szkolenie ze SZTURMANEM
W ostatnich dniach lipca
2016 roku Julka i Karolina Ingarden wzięły udział w zorganizowanym
przez Fundację SZTURMAN, finansowanym przez MinisterstwoObrony Narodowej szkoleniu wspinaczkowo-strzeleckim. Szkolenie
prowadzone było przez byłych „specjalsów” - Sławka, Maxa i
Radka. Oto jak uczestniczki wspominają tych pięć pracowitych dni:
Julka:
W lipcu ja i moja
siostra Karolina pojechałyśmy nad morze na dwutygodniowy obóz harcerski.
Miałyśmy nadzieję, że po wspaniałym, ale bardzo intensywnym
pobycie pod namiotami, gdzie pobudka była o wiele za wcześnie,
będziemy miały okazję porządnie się wykąpać, wyspać i
ponudzić. Na drodze do szczęścia i upragnionego spokoju stanęła nam jednak mama, która nie zamierzała pozwolić, by jej córki
siedziały bezczynnie w domu.
Z pomocą babci Marty
załatwiła nam kilkudniowy wypad do Lublińca, nad jezioro Posmyk,
gdzie odbywały się szkolenia wojskowe. Miałyśmy wziąć udział w kursie strzeleckim i skałkowo-linowym, zorganizowanym przez Fundację Byłych Żołnierzy i Funkcjonariusz Sił Specjalnych SZTURMAN.
Gdy więc zmęczone wróciłyśmy do domu, miałyśmy tylko czas
przepakować się, wziąć szybką kąpiel i tego samego dnia
zostałyśmy wywiezione do lasu i oddane pod opiekę wojskowych.
Kurs rozpoczął się
w niedzielę 17 lipca – w dniu 13-tych urodzin Karoliny. Następnego
dnia rozpoczął się kurs. Na początku został nam zaprezentowany
sprzęt, którego mieliśmy używać przez kilka następnych dni.
Liny dynamiczne i statyczne, płanie, krolle, repiki, taśmy,
karabińczyki wszelkiego rodzaju. To tylko część rzeczy, z którymi
jako początkujący wspinacze mieliśmy do czynienia. Później
rozpoczęła się nauka węzłów, których nie było mniej niż
przyrządów wspinaczkowych. Następnie poszliśmy poćwiczyć nabytą
teorię „na sucho”. Tego dnia została nam także pokazana broń
z której mieliśmy strzelać. Był to pistolet GLOCK, którego
rozkładanie i składanie musieliśmy opanować do perfekcji.
Drugiego dnia nasza
grupa udała się do jednostki wojskowej, gdzie do popołudnia
ćwiczyliśmy na profesjonalnej ściance wspinaczkowej wchodzenie „na
wędkę”, asekurację, zjazdy, jurandowanie. Popołudniu, gdy
wróciliśmy już do hotelu, uczyliśmy się poprawnych pozycji
strzeleckich i poprawnego celowania, a także komend, zmian magazynka
i innych ciekawych rzeczy.
Tematem przewodnim
trzeciego dnia było strzelanie. Całą grupą udaliśmy się na
profesjonalną strzelnicę wojskową gdzie mogliśmy wypróbować
nowe umiejętności. Osoby, które w danym momencie nie strzelały
utrwalały sobie ćwiczenia wspinaczkowe. Pracownicy strzelnicy
chętnie prezentowali sprzęt, którym strzelnica dysponowała. Pod
okiem instruktorów doskonaliliśmy strzelanie statyczne, dynamiczne,
czy strzelanie do pojawiających się celów. Wszyscy po tym dniu
byliśmy zmęczeni, ale bardzo zadowoleni.
Następny dzień
niósł z sobą trudniejsze wyzwania. Pojechaliśmy na skałki. Tam
ćwiczyliśmy zjazdy, wspinaczkę oraz pokonywanie różnych
trudności, takich jak węzłów na linie czy przepinek. Część
grupy udała się na poszukiwanie jaskini Berkowej, potocznie zwaną
Kalesonową. Nam się nie udało jej odnaleźć. Dopiero kolejna grupa, która wybrała się na poszukiwania, dotarła do celu. Jaskinia była najciekawszym
punktem programu, mimo kontuzji jednego z instruktorów. Wszystko na
szczęście dobrze się skończyło i (prawie) wszyscy cali i zdrowi
wrócili do ośrodka.
Ostatni dzień był
najbardziej stresujący, ponieważ nadszedł czas testów. Udaliśmy
się na skałki, gdzie odbywał się egzamin, a właściwie dwa
egzaminy: teoretyczny i praktyczny, na który składały się wspinanie i asekurowanie „na wędkę” oraz zjazd z utrudnieniem.
Wszyscy zaliczyliśmy ten niełatwy test i szczęśliwi udaliśmy się
na lotnisko, na zakończenie, gdzie dostaliśmy pamiątkowe medale, a
najlepsi strzelcy odznaki (wśród nich byłam ja). Po zakończeniu
udaliśmy się do ośrodka po odbiór certyfikatów.
Kurs bardzo mi się
podobał. Poznałam wiele świetnych osób, a dzięki genialnym
instruktorom był to fajnie spędzony czas, który na pewno na długo
pozostanie w mojej pamięci. Mimo, że dostaliśmy w kość, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła pojechać na inne kursy
SZTURMANA...
Karolina:
Na szkoleniu
SZTURMANA bardzo dużo się nauczyłam. Było ciekawe i wymagające.
Oprócz cennych umiejętności zdobyłam wielu fajnych znajomych.
Szczególne podziękowania należą się wspaniałym instruktorom!
Więcej
o Fundacji SZTURMAN TUTAJ>>>
Strona
Ministerstwa Obrony Narodowej >>> Zdjęcia: Fundacja SZTURMAN
Etykiety:
cichociemni,
fundacja szturnam,
harcerze z myślenic,
Julia Ingarden,
jw agat,
karolina ingarden,
lubliniec,
ministerstwo obrony narodowej,
MON,
obrona terytorialna,
posmyk,
Therios,
wojska specjalne
Lokalizacja:
Lubliniec, Polska
środa, 1 czerwca 2016
Historia jednej krówki
Jak to było z krówką Cichociemnych?
Pewnego zimowego wieczoru 2016 odbieram telefon od mamy – Marty
Święcickiej: "Wymyśl mi jakąś atrakcję na imprezy
Cichociemnych. Dębowiec, Myślenice, Gliwice, Warszawa..."
Myślę, myślę i mówię: "Krówki! Na imprezach
weterynaryjnych zawsze mają wzięcie. Z logo, jakąś ładną
grafiką..." W telefonie słyszę: "Krówki? To bez sensu!
Co mają krówki wspólnego z Cichociemnymi?"
Kilka dni później odbieram kolejny
telefon, w którym słyszę: "Wiesz, te krówki to fajny pomysł.
Agat ma krówki – Agatówki, to Cichociemni mogą mieć swoje".
Projektem zajęła się firma CreatioPR pana Jarosława Rybaka, realizacją Fundacja SZTURMAN,
a dystrybucją na wymienionych imprezach – Marta Święcicka.
Pierwszy raz krówkę CC w całej okazałości zobaczyłam w
gabinecie dyrektorskim myślenickiego Gimnazjum nr 1, na spotkaniu
organizacyjnym szkolnego Projektu "Cichociemni". Słodki
cukierek okazał się pokaźną czerwoną krową z grafiką, znakiem
i napisem: CICHOCIEMNI 2016 – WYWALCZ POLSCE WOLNOŚĆ LUB ZGIŃ.
Krówek wyprodukowano 750. Objechały
one sporą część ważnych imprez związanych z Rokiem
Cichociemnych, m. in. uroczystości w Dębowcu w okazji 75 rocznicy
pierwszego skoku, uroczystości w Myślenicach (zakończenie kilkutygodniowego szkolnego projektu i odsłonięcie
tablicy poświęconej Antoniemu Żychiewiczowi ps. "Przerwa"
i Bolesławowi Polończykowi ps. "Kryształ"), uroczystości
w Gliwicach i warszawski Doroczny Zjazd Cichociemnych i ich Rodzin.
Raczyły się nimi takie osobistości jak Minister MON Antoni
Macierewicz, Dowódca Wojsk Specjalnych gen. Jerzy Gut, Dowódca GROM
płk Piotr Gąstał, Dowódca AGAT płk. Sławomir Drumowicz...
Krówka Cichociemnych jest również bohaterką ilustracji "Pomocnika
Historycznego" Polityki poświęconego legendarnym
Spadochroniarzom Armii Krajowej.
Smakowo krówki CC są perfekcyjne, tak
jak bohaterowie, którym są poświęcone. Smak, wygląd,
konsystencja – ideał krówki znany z dzieciństwa. Wszystkim
szczęściarzom, którzy mieli okazję spróbować życzę SMACZNEGO!
sobota, 21 maja 2016
Warszawski weekend z Cichociemnymi
![]() |
| Przedstawicielki trzech pokoleń potomków Cichociemnego Żychiewicza |
15 maja 2016 roku odbył się Doroczny
Zjazd Cichociemnych i ich Rodzin, poprzedzony sobotnim Dniem
Cichociemnych na Ursynowie. Jakby tak uczciwie policzyć, to
Cichociemny był jeden, a rodzin na pewno nie tyle ile być powinno.
Sale Zamku Królewskiego pękały w szwach, jednak trudno było
znaleźć prawdziwych krewnych. A próbowałam. Poznałam sympatyczną
panią z Australii, córkę Stanisława Skowrońskiego ps. Widelec i
jedną wnuczkę (niestety nie pamiętam nazwiska), był syn
rotmistrza Zabielskiego i oczywiście państwo Polończykowie w
komplecie. Niestety nie udało się dojechać mieszkającej w
Myślenicach córce „Kryształa”, Małgorzacie Polończyk. Kilku
potencjalnych krewnych okazało się dalekimi pociotkami lub krewnymi
krewnych, a wiele osób po prostu spiekło raka na pytanie „a pani
/ pan to rodzina?”. Oczywiście była grupa stałych bywalców,
działaczy Fundacji Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej oraz
kilka znanych nam już wcześniej krewnych, jednak jakby ich / nas
wszystkich policzyć, to ciągle pozostałby niedosyt. Bardzo słuszną
propozycję wysunął na końcu spotkania, po samozwańczej
prezentacji wnuk legendarnego majora Górskiego, który zaproponował,
żeby założyć stowarzyszenie rodzin cichociemnych, bo na spotkaniu
rodzin trudno nawiązać kontakty z powodu... niedoboru rodzin. Za to
dostatek był kombatantów i ich opiekunów. Zainteresowane osoby
mogły do woli rozmawiać o przeżyciach wojennych i powojennych i
podziwiać wypięte piersi pełne orderów. Gwiazdą spotkania był ostatni żyjący Cichociemny, Gliwiczanin, pan Aleksander
Tarnawski, który w krótkich wypowiedziach skromnie zaznaczył, że
nic wielkiego nie zrobił i poprosił o pamięć o młodych
dziewczynach i chłopakach, którzy zginęli w trakcie działań
wojennych. Jedno z wystąpień "Upłaza" zamieszczam na końcu artykułu.
Dla nas niezwykle ważnym wydarzeniem
miała być prezentacja wywiadu, którego udzielił krótko przed
śmiercią Antoni Żychiewicz ps. „Przerwa”, jednak dźwiękowcy
organizatorów nie spisali się racząc uczestników spotkania
mieszaniną trzasków i szumów. Szkoda, bo dzień wcześniej miałam
przyjemność wysłuchać wspomnień Dziadka, na zmianę śmiejąc
się i ocierając ukradkiem łzy. Antoni oprócz talentu do pakowania
się w kłopoty miał też talent do szukania pozytywów we
wszystkich, nawet najgorszych sytuacjach, oraz talent do obrazowego
przedstawiania swoich przygód. O szczegółach ucieczki z obozu na
Węgrzech, udziale w wojnie obronnej 1939, szczegółach szkolenia i
sytuacji w okupowanej Warszawie czytelnicy bloga jeszcze usłyszą,
ale usłyszeć to z ust Dziadka, z lwowskim zaśpiewem, to było
niesamowite przeżycie.
Miłym przerywnikiem okolicznościowych
wystąpień były dwa mini-koncerty: fortepianowy Mariusza Ciołko i
dudowy szkockiego zespołu Pipes&Drums (fragment pożegnalnej pieśni na końcu artykułu).
Warto też wspomnieć o sobotnim
pikniku na Ursynowie. Mimo niesprzyjającej aury ludzi przybyło
mnóstwo. Było też sporo grup rekonstrukcyjnych i stoiska wojskowe.
Harcerze z Brzegu zorganizowali ciekawy bieg, w którym miałyśmy
przyjemność uczestniczyć. Było m.in. przeciąganie czołgu,
przeprawa przez bagno, odczytywanie zakodowanych pseudonimów
cichociemnych, pierwsza pomoc, rzut granatem i transport skażonej
substancji. Nie udało się nam zająć miejsca na podium, ale dobra
zabawa była najlepszą nagrodą :)
Etykiety:
antoni żychiewicz przerwa,
cichociemni,
doroczny zjazd cichociemnych i ich rodzin 2016,
Julia Ingarden,
karolina ingarden,
Maja Ingarden,
Marta Święcicka,
sabina treffler,
Warszawa,
zamek królewski
Lokalizacja:
Zamek Królewski w Warszawie, 00-277 Warszawa, Polska
piątek, 6 maja 2016
niedziela, 24 kwietnia 2016
Dni Cichociemnych - wieczornica muzyczno-poetycka
Młodzież z klasy 2f myślenickiego
Gimnazjum nr 1 w Myślenicach uczciła Cichociemnych wspaniałym
przedstawieniem skierowanym do rodziców i nauczycieli. Było
patriotycznie i pięknie.
Wspomniana klasa do tej pory bardzo się
na tle innych klas nie wyróżniała. W trakcie Dni Cichociemnych
wykazała wyjątkowe zaangażowanie, pokazała ukrywany do tej pory
potencjał. W Grze Miejskiej wystawili aż dwie drużyny, aktywnie
uczestniczyli w zawodach sportowo-obronnych i konkursach – m.in. w
konkursie wiedzy, w konkursie na prezentację o Cichociemnych i w
licznych konkursach plastycznych.
Wieczornica oparta była na
wspomnieniach Cichociemnych, które przeplatały się z wojennymi
wierszami i patriotycznymi piosenkami. Za przygotowanie młodzieży
odpowiedzialna była Pani Anna Pitak, a wiele aranżacji
zaproponowali sami uczniowie. Wielu rodziców pod koniec spotkania
miało łzy wzruszenia w oczach. Wielkie brawa dla młodzieży!
sobota, 26 marca 2016
Projekt CICHOCIEMNI w Gimnazjum nr 1 w Myślenicach - spotkanie z rodziną "Przerwy"
Rok 2016 - cała Polska przypomina o
legendarnych Spadochroniarzach Armii Krajowej. Również w
Myślenicach trwa gimnazjalny projekt CICHOCIEMNI. Uczniowie z
Gimnazjum nr 1 im. Juliusza Słowackiego aktywnie biorą udział w
licznych przedsięwzięciach i imprezach patriotycznych; warsztaty
plastyczne, konkursy, zawody strzeleckie, spotkania z rodzinami
Cichociemnych, to tylko wycinek organizowanych przez szkołę
atrakcji. Uroczyste zakończenie projektu będzie miało miejsce pod
koniec kwietnia.
My też zostaliśmy poproszeni o
spotkanie z uczniami myślenickiej "Jedynki". 22 marca 2016
roku sześć pierwszych klas miało okazję wysłuchać ilustrowanego
licznymi zdjęciami wykładu Mai Ingarden, wnuczki Antoniego
Żychiewicza ps. "Przerwa" oraz Julii Ingarden, jego
prawnuczki. Prezentacje były poprzedzone pokazem filmu o szkoleniu
słynnych skoczków. Szczególnym urozmaiceniem tej lekcji historii
była prezentacja karabinu potocznie zwanego "kałachem".
Prezentacje dotyczyły historii
Cichociemnych i ich słynnego Znaku Spadochronowego. Julka
przedstawiła piękną historię miłosną Antoniego i Ireny, której
tłem była II wojna światowa.
Film o Cichociemnych prezentowany
uczniom oglądniesz TUTAJ>>>
Więcej o projekcie CICHOCIEMNI przeczytasz TUTAJ>>>
sobota, 12 marca 2016
„Kuźnia” Cichociemnych – odsłonięcie tablicy w Gimnazjum w Warszawie
10 marca 2016 roku
rodzina Antoniego Żychiewicza została zaproszona na odsłonięcie
tablicy poświęconej dziesięciu Cichociemnym – Spadochroniarzom
Armii Krajowej, wychowankom Gimnazjum im. Emiliana Konopczyńskiego –
od 1919 roku Adama Mickiewicza. Uroczystość kończyła szkolny
projekt edukacyjny „Bohaterowie sprzed lat”. Głównym punktem
programu było odsłonięcie tablicy w asyście żołnierzy „Gromu”
i przedstawicieli grupy rekonstrukcyjnej, z poświęceniem jej przez
księdza z Kościoła Św. Krzyża i złożeniem wieńców. Na uwagę
zasługuje ciekawa prezentacja multimedialna przygotowana przez
uczniów i etiuda patriotyczna przedstawiona przez szkolne koło
teatralne. Spotkanie zakończył słodki poczęstunek.
Wyjazd do Warszawy należało połączyć
z akcentami edukacyjnymi. Dzięki temu dziewczyny Ingarden z mamą i
ciocią zaliczyły wieczorny spacer Krakowskim Przedmieściem w
kierunku Placu Zamkowego, a następnego dnia zwiedziły wspaniałe
Muzeum Fryderyka Chopina, w którym oprócz życiorysu kompozytora
miały okazję wysłuchać najważniejszych jego utworów.
Tradycyjnie młode fanki bohaterów "Kamieni na szaniec"
odwiedziły groby "Alka", "Rudego" i "Zośki"
na Wojskowych Powązkach.
Więcej informacji o projekcie warszawskiego Gimnazjum TUTAJ>>>
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































