wtorek, 10 czerwca 2014

Losy Bliskich i losy Dalekich - życie Polaków w latach 1914-1989

Tak Julka opowiadała o swojej pracy na etapie ogólnopolskim konkursu:

Dzień dobry, nazywam się Julia Ingarden. Chodzę do klasy 6 w Szkole Podstawowej nr 2 w Myślenicach. Tak jak moi pradziadkowie, Antoni i Irena, należę do harcerstwa. Jestem w 5 MDH "Watra" im. gen. Mariusza Zaruskiego.
Zanim zabrałam się za pisanie pracy na konkurs nie zdawałam sobie sprawy kim dokładnie byli pradziadkowie. Wiedziałam tylko, że Antoni skakał ze spadochronu i wysadzał niemieckie pociągi, a Irenie wróżka przepowiedziała, że jej mąż z nieba spadnie. I tyle... Ta praca bardzo poszerzyła moją wiedzę o pradziadkach. Przedtem Powstanie Warszawskie było dla mnie jak każde inne wydarzenie historyczne. Powstanie Styczniowe, Powstanie Listopadowe, Powstanie Warszawskie, co za różnica? Tylko data inna. Teraz, po napisaniu pracy, po oglądnięciu filmu "Powstanie Warszawskie", po przeczytaniu książek "Sierpniowe dziewczęta '44" i "Kamienie na szaniec", nabrało ono dla mnie głębszego sensu. Szczególnie przemówiła do mnie historia Rudego, Alka i Zośki i fragment wiersza "Testament mój" Juliusza Słowackiego:

Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei(...)
A kiedy trzeba na śmierć idą po kolei
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec.

Bohaterowie książki Aleksandra Kamińskiego, byli rówieśnikami Ireny i może się znali. Czytając "Kamienie na szaniec", dużo myślałam o pradziadkach. Tak samo jak przy filmie "Powstanie Warszawskie". Podczas oglądania tego filmu wypatrywałam czy nie ma w nim Ireny. I być może prababcia jest. Po scenie ze ślubem, jest scena jak dwie dziewczyny stojące na balkonie żegnają odchodzących żołnierzy. Ta w białej bluzce jest do złudzenia podobna do Ireny którą znamy ze zdjęć. Wprawdzie ta dziewczyna została zidentyfikowana jako inna osoba, ale nigdy nic nie wiadomo. Co ciekawe, we wspomnianej wcześniej przeze mnie scenie, ślubu młodym powstańcom udziela ksiądz Korda, który również błogosławił małżeństwo moich pradziadków.
Bardzo podziwiam Antoniego i Irenę za ich odwagę i mimo, że ja również jestem wychowywana w duchu patriotycznym, to nie wiem czy byłabym w stanie tak poświęcać się dla dobra Ojczyzny. Jestem dumna, że jestem ich prawnuczką.
Antoni Żychiewicz, mój pradziadek urodził się w 1917 roku we Lwowie. W mojej pracy jest napisane, że był to rok 1919. Wszędzie, w każdej książce, we wszystkich dokumentach widnieje data 1919 rok, ale nie jest ona prawdziwa. Po wojnie, gdy zaginęły dokumenty, matka Antoniego, Maria Julia "odmłodziła" siebie i kilka innych osób, w tym swojego syna.
Pradziadkowie spotkali się na punkcie kontaktowym, który znajdował się w domu Ireny. Antoni- cichociemny, Irena- studentka medycyny. Co ich połączyło? Miłość do Ojczyzny. Gdyby nie ona, to nigdy by się nie spotkali. Skok Antoniego do Polski odbył się w nocy z 17 na 18 lutego, czyli 3 dni po Walentynkach. Czy Antoni był dla Ireny spóźnionym prezentem walentynkowym? Jak wyglądało ich spotkanie? Nie wiadomo. Irena nikomu o tym nie powiedziała. Nie zdążyła.
Irena była komendantką Wojskowej Służby Kobiet w Batalionie Kiliński, a potem komendantką WSK w 4 rejonie. Za walkę z okupantem Antoni I Irena dostali różne odznaczenia wojskowe w tym srebrny krzyż Virtutti Militari pradziadka. Jak to możliwe, że mimo tylu zasług dla Polski prababcia dla historii praktycznie nie istnieje? Irena nie dożyła upadku komunizmu i dlatego została zapomniana. Czy to sprawiedliwe? Bardzo dużo informacji Irena nie zdążyła przekazać młodszym pokoleniom. Antoni przecież zaczął opowiadać o działalności konspiracyjnej, szkoleniu i walce dopiero po upadku komunizmu. To dlatego nie został zupełnie zapomniany. Informacji o Irenie wciąż szukamy. W poszukiwaniu dokumentów i informacji do konkursu, zaangażowana była cała moja rodzina. Bardzo pomogli mi rodzice. Wykonaliśmy wiele telefonów, wysłaliśmy pełno maili, zamówiliśmy spory stos książek. Udało nam się dostać do maszynopisu kapitana "Ostoi", czyli Leona Gajdowskiego, który był dowódcą Batalionu Kiliński. Wspomina on w nich często prababcię. Nie wykorzystałam tych materiałów do mojej pracy, ponieważ dotarliśmy do nich po wysłaniu jej na konkurs, ale co ważniejsze fragmenty mam przy sobie. Mimo wszelkich trudności poszukiwania dalej trwają. Będziemy rozszerzać tą pracę, uzupełniać nowo-zdobytymi informacjami.
W wyniku korespondencji z Marią Lenartowicz, drużynową warszawskiej piętnastki do której należała Irena, okazało się, że prababcia nie była drużynową. Pani Maria zasugerowała, że należała ona do Przysposobienia Wojskowego Kobiet, gdzie działały dziewczyny, które wolały walczyć. Tym bardziej, że kobiety z PWK później przechodziły do WSK. Będziemy starali się więcej dowiedzieć na ten temat.
Chciałabym się jeszcze pochwalić naszą najnowszą zdobyczą - liścikiem od Władysława Siwickiego, ojca Ireny do niej:

Iruś Kochany!
Jeżeli kiedyś w smutnych momentach życia,
wiedziona tęsknotą, zwrócisz się myślą do
wspomnień dzieciństwa swego- spójrz na ten
pamiątkowy pierścionek, a choćby
mnie już nie było, ten mały brylancik
przypomni, że kochałem Cię bardzo.
Ojciec

Wielu ludziom wydaje się, że w momencie, w którym człowiek oddaje ostatnie tchnienie, zamyka oczy, mając ich już nigdy więcej nie otworzyć, umiera na zawsze. Nie! Moi pradziadkowie żyją. Żyją w historii, którą tworzyli, o której świadczyli swoimi czynami i wyznawanymi wartościami: Bóg, Honor, Ojczyzna... To dzięki nim Polska jest niepodległa. Moi pradziadkowie będą żyć dopóty, dopóki wspomnienie o nich nie umrze, jednak moja rodzina, nigdy na to nie pozwoli.

 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza