wtorek, 7 kwietnia 2015

Hipolit Wierzycki junior - smutne losy...


Hipolit Wierzycki junior z Matką - Marią Wierzycką (Rościszewską). 
   Kim był Hipolit Wierzycki? Był wujem Antoniego, bratem Marii Julii Żychiewicz, z domu Wierzyckiej. Urodził się 5 stycznia 1894 roku jako najstarszy syn kupca Hipolita Wierzyckiego i Marii Wierzyckiej, z domu Rościszewskiej. Losy Hipolita seniora i juniora rozgryza moja daleka ciotka - Łucja, nasz nadworny genealog rodzinny. Trudno mi się z nią równać, nawet bym nie śmiała. Ale mogę czerpać garściami informacje z jej bloga. W 1914 roku Hipolit junior, 20-letni adept leśnictwa, poszedł walczyć za Ojczyznę. W 1915 roku Maria otrzymała list: "Legionista Hipolit Wierzycki został wzięty do niewoli rosyjskiej w marcu b. r. roku pod Tłumaczem. W Stanisławowie bawił z całą partyą jeńców prawie cały tydzień. Był zupełnie zdrów i wesół. Póki tu przebywał biedy nie zaznał, gdyż ludzie znosili im jedzenie wiele tylko mogli. Został zaopatrzony w czystą bieliznę i inne potrzebne części ubrania. Gdzie jest obecnie nie wiem, gdyż z niewoli nie pisał..." 
10 stycznia 1916 roku wysłał do Mamy swojej list. Był to ostatni kontakt z Hipolitem.  
"Kochana Mamo! Piszę od miesięcy pierwszy raz. Zdaję mi się, że pisać już zapomniałem - jest tutaj nienajgorzej i Bóg widocznie czuwa nade mną. Żyję zdrów i oczekuję pokoju, czy Mamę i Rodzeństwo jeszcze zobaczę. Niech tam Mama nie zapomina o jeńcach wojennych jak i tu o nas ludzie dali pamiętają. Jestem w lasach Wiatskiej guberni niedaleko Sarapola na robocie (dokładny adres podam później). Życie mamy dobre, chleba nie brak, jest i parę kopiejek na tytoń, a przy pracy czas ulata w nadzieji rychłego pokoju. 
Co słychać w Rabce z Mamą, Marią i Zosią, Stachem, Wieśkiem, Emilkiem i tatusiem Emilem? 
Pisz Mamo o wszystkich. Może Bóg tak dobry i miłosierny, że jego opiekę bezustannie czuję nad sobą, da, że wiadomość dojdzie, a z nią pociecha na przyszłość..." 
Po tym liście korespondencja ustała, a Matka Hipolita do końca życia nosiła czarną suknię na znak żałoby. Do zeszłego miesiąca rodzina nie wiedziała nic o losach Hipolita. Podejrzewano, że nie przeżył niewoli rosyjskiej, ale nie było żadnego potwierdzenia. Dopiero wspomniana wcześniej Łucja, po latach poszukiwań, trafiła na ślad. Bardzo konkretny i niestety bardzo smutny... Jak trafiła na wieści o Hipolicie opisała na blogu, na którym się też opieram... 
Źródłem informacji jest Panteon Polski, nr 8 z 15 kwietnia 1925 roku. W artykule Józefa Białyni Chołodeckiego pt "O niedoli jeńców i brańców w niewoli rosyjskiej" czytamy o nieludzkim traktowaniu więźniów. Opis jest bardzo obrazowy i pełen emocji, poniżej przedstawiam jego obszerne fragmenty. Porównując do dość optymistycznego listu Hipolita do Matki można sobie tylko westchnąć smutno i pomyśleć o bolszewickiej cenzurze... 
"W odległości 1550 wiorst od Piotrogrodu, 1500 wiorst od Moskwy, 642 wiorst od gubernialnego miasta Wiatki, a 520 wiorst od stacji kolejowej w Kazaniu, wznosi się w powiecie sarapulskim potężna osada - Iżewska fabryk broni, licząca ok. 38.000 ludności. Tamto pracowało w zimie 1916 - 1916 ok. 1500 jeńców wojennych przy wyrąbie drzewa, wśród nich młodzież warstw inteligentnych, jak Karol Babel de Fronsberg, uczeń gimnazjum ze Stryja, Feliks Czerwiński, uczeń gimnazjalny z brzeźańskiego, Tadeusz Fabiański, akademik ze Lwowa, Juljusz Pietrzak, słuchacz Akademji Handlowej z Krakowa, N. Watyński, Hipolit Wierzycki, leśnik z Rabki, Stanisław Ziemborak, akademik ze Lwowa, wszyscy z Legionów Polskich, wzięci do niewoli w bitwach, dalej Józef Tohola, nauczyciel z Krakowa, z 13 pułku piechoty i inni. 
Panem życia i śmierci tej grupy nieszczęśliwych był praporszczyk Mikołaj Babuszkin, istny tygrys w ludzkim ciele, godnym towarzyszem jego był Aleksander Gorszakow. 
- Wymrożę, zniszczę, wytłumię całe to sobacze plemię - zawyrokował otwarcie Babuszkin i z całą konsekwencyą zabrał się do niegodnego dzieła. 
Pierwszym środkiem było morzenie głodem jeńców, dostarczanie im, zmuszonym do ciężkiej pracy ręcznej, pokarmu ilościowo i jakościowo nie odpowiadającego wymogom ludzkiego organizmu. Łatwo zrozumieć, gdzie tonęły oszczędzone w ten sposób zasoby. Drugim środkiem mitręgi było umyślne narażanie jeńców na ciężkie, śmiertelne choroby. Zabraniano im n. p. wdziewania odzieży i obuwia, gdy byli zmuszeni wychodzić poza próg baraków w mroźne, wichurne, śnieżne noce zimowe. Osłabionych, chorych nawet zniewalano do wybiegania, w razie potrzeby, w samej bieliźnie tylko, do brodzenia boso po głębokim śniegu. Dzikie rozporządzenie to motywowano obawą, iżby odziany osobnik nie umknął z osady pod osłoną nocy. Opadających z sił, trapionych gorączką, odzianych w strzępy szmat tylko, pędzono przemocą do roboty po lasach, zasypanych zwałami śniegów. Niełatwe tam zadanie przypadało jeńcom. Każda dwójka musiała ściąć, przepiłować, zwlec lub znieść, połupać i poustawiać codziennie po łatrze paliwa. Pracujże teraz wśród takich warunków biedny człowiecze! Od świtu do nocy, w pocie czoła, nie myśląc o wypoczynku tem mniej o posiłku, wytężał każdy swe siły, lecz ileż to razy mimo wszystko, nie zdołał sprostać zadaniu. A wtedy czekały go w domu niewysłowione męki. Dobrze jeszcze, jeśli skończyło się na słownych zniewagach, na szturchańcach, nabiciu pięstuchem po karku i głowie, na przywiązaniu do słupa i policzkowaniu ubezwładnionego, ileź to jednak razy przystępowano do boleśniejszej egzekucji. Prowadzono ofiary do budynku łaziennego i tam obnażone smagano kijami, wygotowanemi poprzednio dla trwałości w ukropie. Trzech sołdatów wymierzało z rozmachem przepisaną liczbę plag wijącego się z bólu skazańcowi, a gdy bezwładny, omdlały, zsunął się z łąwki, dopełniano razy leżącemu na ziemi. Rozpaczne jęki bólu i cierpień westchnienia płynęły wtedy codziennie głuchem echem po głębinach borów. Zbitych zatrzymywano na miejscu, aż nie oschły łzy i oblicze nie przybrało spokojniejszego wyrazu. Nieczuli na ludzkie cierpienia sołdaci istni siepacze, prześcigali się w gorliwem spełnianiu zadania zwłaszcza, że groziła w danym razie i im kara z rąk komendanta. Wyjątkiem byli ludzcy wykonawcy wyroków Babuszkina. Gdy wymierzano niekiedy razy na miejscu w lesie, poza stosami drzewa, zdarzały się wypadki, iż litościwy sołdat symulował tylko ruchem bicie delikwenta, ten ostatni zaś krzyczał i jenczał co mu sił starczyło. 
Truchlejąc przed udręczeniami i mękami, próbowali czasem jeńcy, pędzeni naturalnym odruchem samozachowawczym, szukać w ucieczce ratunku i ocalenia, mało atoli komu udawało się umknąć z tego piekieł czeluścia. Nietrudno odgadnąć, co się działo z takim uciekinierem po schwytaniu go i sprowadzeniu przed srogie oblicze Babuszkina. 
Lekarz wykonywał swój obowiązek pożal się Boże! Gorączkujących, chorych wysyłał do pracy, na szczerniałe od plag plecy nie zwracał uwagi, opuchnięte i pełne ran i wrzodów usta kazał zasypywać zwykłą solą kuchenną. Chory leżąc nieraz bez porady lekarskiej, bez jadła i napoju dni kilka, w kącie zgniłego barłogu, zamykał tutaj swój męczeński żywot dopiero powracający z ciężkiej pracy zbiedzeni koledzy, znajdowali skostniałe zwłoki towarzysza. Cóż dziwnego że wśród takich mąk i katuszy, uległa przeważna część jeńców w krótkim czasie, cierpieniom. (...) 
Z wymienionej powyżej inteligentnej młodzi przepłacił życiem Wierzycki swą niewolę. 
- Jużto wogóle - pisze Dr. Marceli Nałęcz Dobrowolski (...) - nie wśród gorącej walki, w bitwie, nie wśród szczęku oręża, ale katowani przez carskich zbirów, siepaczy, wampirów, ludojadów, ginęły zastępy jeńca - Polaka! Społeczeństwo rosyjskie ponosi straszliwą odpowiedzialność za tolerowanie owych zbrodni wobec najnieszczęśliwszych ofiar krwawej wojny..." 

Tyle w temacie Hipolita juniora... Oddał życie za Ojczyznę. leśnik, Legionista z Rabki... 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza