Będzie trochę o głównym bohaterze, ale też o historii i o rodzinie.
poniedziałek, 12 grudnia 2016
wtorek, 6 grudnia 2016
Na wojskowo w Muzeum Narodowym w Krakowie
Listopad to miesiąc wielkiego Święta Niepodległości. 11 listopada świętowaliśmy w Myślenicach, kolejne weekendy też były pełne patriotycznych akcentów. Ważnym wydarzeniem była wizyta w krakowskim Muzeum Narodowym. Dwie wystawy: Broń i barwa w Polsce oraz Sztuka Legionów Polskich są warte polecenia nie tylko wielbicielom militariów, ale każdemu, kto lubi wędrówki przez dawne epoki. Obie wystawy były interesujące nie tylko dla dorosłych i prawie-dorosłych przedstawicieli rodziny Ingardenów, ale też dla Błażeja i Mikołaja, którzy chętnie przenosili się w czasie przymierzając kolejne historyczne nakrycia głowy. Kolekcja wystawy Broń i barwa to ponad 2000 eksponatów związanych z wojskowością od czasów średniowiecza do II wojny światowej. Prawdziwą perełką jest rząd koński i inne pamiątki należące do hetmana Stefana Czarnieckiego, czy sukmana Tadeusza Kościuszki.
Więcej o wystawach
na stronie Muzeum Narodowego:
Broń i barwa w
Polsce >>>
Sztuka Legionów
Polskich >>> czwartek, 24 listopada 2016
Jak powstaje reportaż?
...czyli Antoni Żychiewicz ps.
„Przerwa” w radiowej Jedynce.
Reportaż radiowy powstaje w kilku
etapach. Etap I to pomysł. Dziennikarka Polskiego Radia, pani Ewelina Karpacz-Oboładze,
dostała zadanie: reportaż historyczny o Cichociemnych, czyli
spojrzenie na jednego ze skoczków przez pryzmat jego rodziny. W
trakcie poszukiwań bohatera trafiła na Cichociemnego –
Żychiewicza. „To jest to!” pomyślała i przeszła do etapu
II, czyli przygotowań.
Nawiązała kontakt, umówiła się, zapoznała z poczynaniami
rodziny „Przerwy”.
23
listopada 2016 to etap III, już bardzo konkretny - spotkanie z Ingardenami w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS i nagrania. Tematyka
reportażu dotyczyła Dziadka / Pradziadka Antoniego, ale była to
historia widziana oczami rodziny. Były ulubione opowieści o
wojennej miłości, było trochę o dylematach moralnych, mówiliśmy
też sporo o naszych odczuciach i o ogromnym wpływie, jaki miały na
kolejne pokolenia losy i decyzje przodków. Swoje 5 minut miał też
Hajduk „Hulaj Dusza”, gończy polski Ingardenów, który
zaprezentował kilka sztuczek i wykazał talent aktorski pokaszlując
i prezentując cały arsenał swoich smutnych min.
Korzystając
z okazji wizyty w Myślenicach prawdziwej dziennikarki z dalekiej
Warszawy, udało się namówić Panią Ewelinę na spotkanie z
uczniami Gimnazjum nr 1, szkoły, do której
uczęszczają wnuczki Antoniego Żychiewicza i która aktywnie
uczestniczyła w obchodach Roku Cichociemnych.
Teraz
przed reportażem etap IV,
czyli składanie wszystkiego w całość, etap V
niecierpliwego wyczekiwania i
etap VI – emisja
gotowego dzieła w Polskim Radiu.
Więcej
o Ewelinie Karpacz-Oboładze TUTAJ >>>
Reportaże
Pani Eweliny TUTAJ >>>
Link
do „naszego” reportażu niebawem :)
czwartek, 17 listopada 2016
Papierowy bohater
Aleksander Tarnawski: legendarny
wojownik, bohater, żołnierz-ikona, żywa legenda. Noszony na rękach
przez wojskowych, pokazywany dzieciom jako wzór patriotyzmu,
przedstawiany jako autorytet. Bohater książek, artykułów,
spotkań. Obwieszany medalami za dzielność, zasługi dla Kraju i
Kościoła. Kim jest ten człowiek, przed którym chylą głowy
najważniejsi dowódcy, fotografują się celebryci i zabiegają o
wywiady najgłośniejsze stacje telewizyjne i radiowe?
Zaglądnęłam do kilku portali
internetowych, wysłuchałam kilku wywiadów i reportaży,
przeglądnęłam artykuły, wysłuchałam kilku wypowiedzi „na
żywo” i kilku bezpośrednich relacji szarych śmiertelników, a na
koniec przeczytałam książkę Marata i Wójcika pt. „Ostatni”.
Teraz zastawiam się, gdzie tkwi błąd? W wydawałoby się
wykształconym społeczeństwie powinno się znaleźć wiele osób,
które słuchają, nie tylko słyszą. Słuchają... i rozumieją.
Pan Aleksander otwarcie obala bohaterstwo Cichociemnych, miesza z
błotem Żołnierzy Wyklętych, obraża polskich oficerów
przedwojennych i współczesnych (oficerowie to najczęściej nie
jest zgrupowaniu orłów intelektualnych... i to dotyczy też
wysokich oficerów), śmieje się z patriotyzmu i na każdym kroku
podkreśla, że jest przede wszystkim Europejczykiem, a nie
Polakiem... Pluje nam, Polakom, patriotom w twarz, a my ubieramy się
w szeroki uśmiech i mówimy, że deszcz pada... Można to wszystko
zrzucić na podeszły wiek. Prawda, nasz bohater nie pamięta nawet
swojej legendy, nie pamięta żadnego z nazwisk, których używał w
czasie konspiracji, nie pamięta nawet, za co dostał cztery Krzyże
Walecznych (nomen-omen dostał je za raptem 4 tygodnie pobytu w
oddziałach AK na Nowogródczyźnie), co więcej, nawet nie pamiętał,
że je dostał! Śmieje się, że widocznie za te cztery szklanki
whisky, które wychylił przed lotem do Polski...
W różnych artykułach mętnie jest
wspominana „bogata wojenna przeszłość” „Upłaza”. Oddaję
głos Panu Aleksandrowi:
- Z nudów zacząłem robić wódkę! Bo wrogiem była nuda, proszę panów, nuda!
- To nie był złe życie, ale dla mnie nuda nie do zniesienia (…) A ja po tych dwóch, prawie trzech latach nieróbstwa poleciałbym wszędzie, gdzie by kazali.
- Nie mieliśmy żadnego militarnego znaczenia.
- W Warszawie oczywiście rozglądałem się za dziewczynami. Podobało mi się to miasto, wyglądało pięknie. Gdyby nie patrole żandarmów Schutzpolizei kroczących tak powoli, dostojnie, to mógłbym sobie wyobrazić, że wojny nie ma. Nie brałem udziału w jakichś konspiracyjnych spotkaniach, więc nie widziałem jakiegoś patriotycznego wzmożenia. Patrzyłem na ludzi i przyznam, że po latach byłem trochę zaskoczony, czytając w pamiętnikach z tego okresu, że warszawiacy przemykali ulicami jak duchy, że był głód i nędza. Ja pamiętam tętniące życiem miasto. Piękne! Ale miałem dwadzieścia dwa lata. Człowiek w takim wieku wszystko ma w dupie.
- Nie dostałem żadnego konkretnego, poważnego zadania. Na polecenie dowódcy zajmowałem się... musztrą. Uczyłem partyzantów komend, żeby przynajmniej de nomine ten oddział wyglądał na wojsko.
- W żadnej z tych akcji* nie wziąłem bezpośredniego udziału .Z tego co pamiętam, moje „boje” to zasadzka na jakiś patrol, która nie wypaliła i rzeczywiście ciągła wymiana ognia z partyzantką sowiecką, ale raczej bez strat. Ja byłem wyszkolony jako dywersant, potrafiłem wysadzać szyny, ale robić tego już nie zdążyłem.
- Pan dostał cztery Krzyże Walecznych. To... bzdura jakaś. To za co Pan te krzyże dostał? Nie wiem. Gdyby Pan miał sobie odznaczenie przyznać, to za co? Za nic.
- Nie wiem, dlaczego nie wziąłem udziału w operacji „Ostra Brama”. Zostałem wycofany. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego mnie nie skierowano do udziału w tej operacji.
- Żeby bezpiecznie poruszać się w Białymstoku, poszliśmy do sowieckiego dowództwa, komendantury. Dowódca siedział za biurkiem, słońce świeciło mu prosto w oczy. Ja się poderwałem i wskoczyłem na parapet, aby mu firankę zasłonić. Żeby nie cierpiał. Dał nam przepustkę do Lublina. Z Lublina wyruszyliśmy już sowieckim samochodem.
- Po wojnie [Henryka] (żona) wróciła do Polskiego Radia. Żeby móc tam pracować, oczywiście wstąpiła do partii, przez jakiś czas była zastępcą dyrektora w Radiu Katowice.
- Nie wykluczam, że nie nadawałem się na cichociemnego. Może.
Jak to możliwe, że ta noszona na
rękach legenda nie brała udziału w żadnej walce? Nie miał
żadnych zadań, poza wspomnianą musztrą? Nie przenosił meldunków,
nie wykonywał wyroków na zdrajcach, nie wysadzał pociągów, nie
szkolił młodzieży? Przecież z nudów był gotów polecieć
wszędzie! To dlaczego choćby z nudów nie włączył się w
działalność konspiracyjną? Spacerował z Żydówką, jadł jagody
z sowieckim pilotem, a na końcu został wypuszczony przez Rosjan,
bo... mizernie wyglądał. A po wojnie... Większość Cichociemnych,
którzy przeżyli walczyła o przetrwanie. Kilku zamordowało UB,
wielu straciło zdrowie, najlepsze lata swojego życia i szansę na
karierę zawodową. Pan Aleksander był wyjątkiem: Ja nie miałem
żadnych problemów. Pod koniec wojny wróciłem do siebie, na Śląsk,
do mojego rodzinnego Chorzowa. Dokończyłem studia chemiczne i
rozpocząłem pracę w zawodzie. Gdy mnie pytano o to, co robiłem w
czasie wojny, mówiłem, że byłem na robotach w Niemczech. Nikomu
nie powiedziałem prawdy i dzięki temu przeżyłem PRL w spokoju.
Dziwne słowa, tym bardziej, że ówczesne władze komunistyczne
miały dane wszystkich Cichociemnych. A Pan Aleksander nie ukrywał
się, nie zmieniał nazwiska. Co więcej, pracował w przesiąkniętym
komuną Polskim Radiu. Dobrze mu się wiodło. Nie miał żadnych
problemów z pracą. Po lekturze 400 stron donosów na mojego
Dziadka, które miałam niedawno okazję otrzymać z IPN, wiem, że
takie życie było niemożliwe. Lata inwigilacji, problemy na
studiach, potem zmiany miejsca pracy, próby chronienia dzieci. W
domu kotły, ukrywanie zmaltretowanych kolegów. Prześladowani
rodzice i rodzeństwo, konieczność zmiany miejsca zamieszkania.
Kartoteka sięgająca lat 70-tych! Jak to możliwe, że takie życie
ominęło Pana Aleksandra? Żona działająca od pierwszych dni
powojennych w partii? Znamienny jest moment, w którym Pan Aleksander
ujawnił się światu. Nie wtedy, kiedy żyła jeszcze całkiem spora
grupa skoczków, tylko wtedy, gdy wszyscy, którzy mogli go znać
pomarli. To nieprawda, że się „spotykał” z innymi
Cichociemnymi. Na najważniejszych spotkaniach nie bywał. Z
gliwickimi Cichociemnymi kontaktów nie utrzymywał (osobiście to
potwierdził na jednym ze spotkań w Gliwicach).
Jako wnuczka Cichociemnego wiem, że
słowa Pana Aleksandra są nieprawdziwe i niesprawiedliwe. A co myślą
te wszystkie dzieciaki, którym się przedstawia ostatniego żyjącego
Cichociemnego jako bohatera? Czy nie pomyślą, że tak wyglądają
prawdziwi bohaterowie? Bez szacunku dla Ojczyzny, wiecznie znudzeni,
gromadzący odznaczenia i awanse, na które nigdy nie zasłużyli?
Wyśmiewający prawdziwych bohaterów? Czy na takich osobach ma się
wzorować dzisiejsza młodzież? Jedno prawdziwe zdanie „Upłaza”,
na które nikt nie zwraca uwagi to odcięcie się od bohaterstwa. Nie
jestem żadnym bohaterem budzi wręcz zachwyt i entuzjazm. Jest
wożony na spotkania, na których zawsze mówi tych samych kilka
zdań, obwieszany odznaczeniami, których nie szanuje i prezentami,
których nie docenia. Wszystko za zasługi, których nie ma i walki,
w których nigdy nie brał udziału.
* mowa o licznych potyczkach
nowogródzkiej AK w czasie, gdy służył tam Tarnawski
Recenzja książki "Ostatni" TUTAJ >>>
środa, 16 listopada 2016
„Ostatni”
„Ostatni. Historia cichociemnego Aleksandra Tarnawskiego ps. „Upłaz””.
To miała być ważna książka. Sięgnęłam po nią z ciekawością, bo losy wojenne i
powojenne Pana Aleksandra były od pierwszych chwil, kiedy ujawnił się światu,
owiane wielką tajemnicą. Podtytuł książki sugeruje, że nareszcie rąbek
tajemnicy zostanie uchylony. Niestety, tytuł dotyczy chyba innej książki, bo
historia „Upłaza” to raptem 120 stron,
czyli zaledwie 1/3. Reszta to luźno związane z bohaterem historie osób, których
tytułowy bohater nawet nie znał, cichociemnych, patriotów, bohaterów, aktywnie
walczących z wrogiem żołnierzy AK, kawalerów Orderu Virtuti Militari
(Aleksander Tarnawski jako jeden z niewielu Cichociemnych Virtuti Militari nie
otrzymał).
Wspomniane
120 stron wywiadu wypełnione jest wypowiedziami Pana Aleksandra, często
krótkimi równoważnikami zdań i przydługawymi fragmentami różnych wspomnień
odczytywanych przez przeprowadzających wywiad oraz cztery anonimowe życiorysy
na końcu książki, nie wiadomo po co. Mam wrażenie, że chodziło tylko o to, żeby
przekroczyć 300 stron, a książkę wypełnić czymkolwiek, bo tylko powyżej 300
stron autorzy otrzymali honorarium. Rozumiem, że Pan Aleksander nie miał wiele
do powiedzenia, a książka ze względu na Rok Cichociemnych musiała powstać. W
końcu to sposób na sukces finansowy, bo w ogromnej liczbie szkolnych konkursów
dotyczących Cichociemnych podstawową nagrodą jest właśnie książka „Ostatni”.
Nieważne, że nikt jej nie przeczyta. Niektórzy się do tego przyznają, a
inni będą twierdzić uparcie, że przeczytali, modląc się w duchu, żeby ktoś nie
powiedział sprawdzam. Zresztą,
pewnych osób nie wypada sprawdzać... A jak w końcu ktoś się przełamie i zagłębi
się w lekturze, to tak jak ja przetrze oczy ze zdumienia.
Cichociemny? Nie wierzę. A dla tych, którzy przeczytali „Ostatniego” od deski
do deski mam zagadkę: komu dowódcy w Wielkiej Brytanii napisali w opinii, że
jest niezbyt inteligentny, a także bez wyobraźni i inicjatywy? I w którym
miejscu książki jest taka informacja?
poniedziałek, 14 listopada 2016
210 rocznica urodzin Emilii Plater
13 listopada 1806
roku, urodziła się w Wilnie Emilia Broel-Plater, polska hrabianka,
kapitan Wojska Polskiego, jedna z inicjatorek Powstania Listopadowego
na Litwie. Patriotka, romantyczka, wielbicielka książek. Pisała
wiersze, śpiewała, pięknie rysowała. Uprawiała fechtunek, jazdę
konną, myślistwo, dużo wędrowała.
13 listopada 2016, w Myślenickim Domu Kultury, odbył się przygotowany przez młodzież spektakl pt. Cmentarzysko Historii. Występowała w nim również Julia Ingarden, grając Emilię Plater, dokładnie w 210 rocznicę jej urodzin. Jako Emilia mówiła: Ktoś wywołał mnie, kapitana Wojska Polskiego, Emilię Broel Plater herbu Plater?
Warto też wspomnieć, że Irena Siwicka-Żychiewicz, prababcia Julki, chodziła do warszawskiej szkoły imienia Emilii Plater, słynnej "Platerówki". O szkole i jej patronce przeczytać możemy w konkursowej pracy Julki pt. "Irena Siwicka-Żychiewicz. Niezwykła historia mojej prababci": Irena uczęszczała do Gimnazjum i Liceum im. Emilii Plater w Warszawie. Była to dobra szkoła na wysokim poziomie. Nauka połączona była z wypoczynkiem i sportem na świeżym powietrzu, blisko natury. W niedługim czasie Irena miała historię Polski w małym palcu, a patronka szkoły, legendarna Emilia Plater, stała się jej przewodniczką i wzorem do naśladowania zarówno podczas nauki, jak i później, podczas Powstania Warszawskiego.
Na zakończenie przypomnę piękny
wiersz Adama Mickiewicza pt. „ŚMIERĆ PUŁKOWNIKA”:
Rota strzelców stanęła zielona;
A u wrót stoi straż Pułkownika,
Tam w izdebce Pułkownik ich kona.
Z wiosek zbiegły się tłumy wieśniacze,
Wódz to był wielkiej mocy i sławy,
Kiedy po nim lud prosty tak płacze
I o zdrowie tak pyta ciekawy.
Kazał konia Pułkownik kulbaczyć,
Konia w każdej sławnego potrzebie;
Chce go jeszcze przed śmiercią obaczyć,
Kazał przywieść do izby - do siebie.
Kazał przynieść swój mundur strzelecki,
Swój kordelas i pas, i ładunki;
Stary żołnierz - on chce jak Czarniecki.
Umierając, swe żegnać rynsztunki.
A gdy konia już z izby wywiedli,
Potem do niej wszedł ksiądz z Panem Bogiem;
I żołnierze od żalu pobledli.
A lud modlił się klęcząc przed progiem.
Nawet starzy Kościuszki żołnierze,
Tyle krwi swej i cudzej wylali,
Łzy ni jednej - a teraz płakali
I mówili z księżami pacierze.
Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy;
Już przed chatą nie było żołnierza,
Bo już Moskal był w tej okolicy.
Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza,
Na pastuszym tapczanie on leży -
W ręku krzyż, w głowach siodło i burka,
A u boku kordelas, dwururka.
Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,
Jakie piękne dziewicze ma lica?
Jaką pierś? - Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica-bohater,
Wódz Powstańców - Emilija Plater!
Więcej o Emilii Plater na stronie
Wikipedii i Polskiego Radia
środa, 2 listopada 2016
W Gliwicach stanął Pomnik Cichociemnych!
GLIWICCY CICHOCIEMNI
SPADOCHRONIARZE ARMII KRAJOWEJ
ELITA POLSKI WALCZĄCEJ
EDWARD KIWER ps. „Biegaj”
BOLESŁAW POLOŃCZYK ps. „Kryształ”
LESZEK RATAJSKI ps. „Żal”
ALEKSANDER TARNAWSKI ps. „Upłaz”
BOGUSŁAW WOLNIAK ps. „Mięta”
ANTONI ŻYCHIEWICZ ps. „Przerwa”
Gliwice 2016
Po Mszy Św. przyszedł czas na
oficjalne wystąpienia organizatorów, przedstawicieli Rządu i
władz. Obelisk został poświęcony przez Biskupa Guzdka, a ku czci
Cichociemnych wojsko oddało salwę honorową.
Młodzież reprezentowały szkoły
mundurowe, Strzelcy Rzeczypospolitej, uczniowie Szkoły Podstawowej z Bojkowa oraz czwórka harcerzy z Myślenic – prawnuków
Cichociemnego Żychiewicza. Rodzinę Antoniego reprezentowały oprócz
córki Marty Święcickiej, głównej organizatorki, dwie wnuczki –
autorka tekstu Maja Ingarden oraz dziennikarka Sabina Treffler.
Odsłonięcie pomnika jest jedną z
ostatnich tegorocznych uroczystości upamiętniających Rok
Cichociemnych. Impreza gliwicka była bardzo uroczysta i doskonale
zorganizowana. Jak będziecie w Gliwicach to koniecznie zajrzyjcie w
okolice Kościoła Garnizonowego, żeby oddać honor Bohaterom :)
Więcej o uroczystości:
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



