poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Bieg Katorżnika 2019



To już nasz kolejny Katorżnik. Pierwszy raz, 3 lata temu, występowaliśmy gościnnie jako uczestnicy biegu. Jako ciekawostkę powiem, że od tego dnia zaczęła się nasza owocna współpraca z Służbą Więzienną. Od tamtego pamiętnego dnia stawiamy się w Kokotku co roku. W tym roku nasza ekipa wystawiła pięciu biegaczy – dwójka maluchów (Miko i Mini Katorżnik) i trójka Małych Katorżników (do 18 lat). Cała piątka reprezentowała Strzelców Rzeczypospolitej z Myślenic. Julka stanęła na podium (III miejsce), Karolina walczyła jak lew, ale po drodze złamała palec i uplasowała się na miejscu piątym. Kuba, z podobnym czasem do Karoliny, zajął w swojej kategorii 26 miejsce.


Na trasie biegu można było spotkać ok. 20 Strzelców RP z różnych jednostek: Myślenice, Góra Śląska i Gliwice. Organizatorzy zaopatrzyli nas w trzy plecaki ratownicze, dzięki czemu nie tylko pilnowaliśmy kluczowych punktów, ale też na bieżąco udzielaliśmy pomocy poszkodowanym. Jeden z patroli krążył po powierzonym nam obszarze na rowerach, dowożąc na bieżąco wodę pitną dla strzelców i najbardziej potrzebujących uczestników biegu.

Katorżnik jest zawsze okazją do spotkania wspaniałych ludzi ze świata wojskowego i cywilnego. Czas na krótką pogawędkę z nami znaleźli generałowie: Sławomir Drumowicz i Ryszard Pietras oraz pani poseł Barbara Dziuk. Wspomnieć też trzeba o obecności przedstawicieli Fundacji Szturman – to dzięki nim Strzelcy RP mogą się szkolić u najlepszych byłych „specjalsów”. Opieką naszą gromadkę otoczył chor. Zbigniew Rosiński – przez wiele lat prezes WKB Meta i główny organizator biegu. To dzięki niemu jako podziękowanie za pomoc nasze jednostki obdarowane zostały ratowniczymi plecakami :)

Pikanterii naszej obecności w Kokotku dodało zaginięcie jednego z naszych strzeleckich ratowników. Na poszukiwania ruszyły dwa wojskowe quady i motory crossowe. Na szczęście zguba odnalazła się cała i zdrowa, nieświadoma zamieszania, jakie spowodowała.

Po pracy zaplanowane zostały zajęcia, poprowadzone przez Jacka, Julkę i Maję Ingarden. Strzelcy poznali założenia i podstawy ratownictwa taktycznego. Z zajęć praktycznych wspomnieć należy o ćwiczeniach z zakładania stazy taktycznej, pakowania rany, stosowania lonży ewakuacyjnych oraz prezentacji badania urazowego.

Jedno jest pewne: z organizatorami, uczestnikami i gośćmi Biegu Katorżnika zobaczymy się znowu za rok!










czwartek, 8 sierpnia 2019

75 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego – akcenty powstańcze na Jurze



Pewnego dnia przypadkowo los rzucił nas w okolice Janowa na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Trasa tam-i-z-powrotem nigdy nas nie bawiła, więc trzeba było znaleźć w najbliższej okolicy ciekawe miejsca do odwiedzenia. Niebawem mieliśmy obchodzić rocznicę wybuchu PW, więc ten temat był zdecydowanie wiodący. Nasz wybór padł na Złoty Potok – miejscowość leżącą wprawdzie ponad 200 kilometrów od Warszawy, ale z samym powstaniem kojarzoną.

Bohaterami byli żołnierze Batalionu „Skała” - oddziału partyzanckiego Kedywu Okręgu Kraków Armii Krajowej, który został sformowany w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku w ramach akcji „Burza”. Liczył ok. 500 osób. Jego nazwa pochodzi od pseudonimu dowódcy, majora Jana Pańczakiewicza ps. „Skała”. Zadaniem batalionu początkowo było wsparcie niedoszłego Powstania Krakowskiego, a następnie, na początku września, został skierowany do pomocy powstańcom warszawskich. Żołnierze stoczyli liczne potyczki i bitwy z niemieckim wojskiem i policją oraz wspomagającymi ich oddziałami ukraińskimi i rosyjskimi. Największą była bitwa pod Złotym Potokiem 11 września 1944 roku, po której dowództwo zrezygnowało z przebijania się do Warszawy i zarządziło odwrót. W czasie siedmiogodzinnej bitwy zginęło 12 partyzantów, utracono tabory i sprzęt łącznościowy. Straty po stronie niemieckiej wyniosły 68 zabitych i ok. 120 rannych. 

Pod tablicą wmurowaną przy wejściu do kościoła w Złotym Potoku, upamiętniającą żołnierzy Batalionu 'Skała" 

W późniejszym czasie batalion podzielił się na trzy samodzielne oddziały partyzanckie, które działały na północ od Krakowa. Rozwiązanie batalionu miało miejsce po wkroczeniu wojsk sowieckich 15 stycznia 1945 roku.


75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego obchodziliśmy również w Myślenicach - współorganizując uroczystości na Rynku (z zatrzymaniem ruchu i świecami dymnymi) oraz spotkanie z żołnierzem AK – majorem Januszem Kamockim ps. „Mamut”, który poprowadził prelekcję na temat zaplecza Armii Krajowej, bez którego żołnierze nie byliby w stanie walczyć. 
  

Z majorem Januszem Kamockim pod PW THERIOS w Myślenicach 


wtorek, 23 lipca 2019

Obóz Cichociemnych – wakacyjna przygoda dla dzieci i młodzieży


Dzięki inicjatywie Fundacji im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej grupa 316 uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całej Polski wzięła udział w fantastycznej wakacyjnej przygodzie pod znakiem legendarnych Cichociemnych w Janowie Lubelskim. Uczestnikami są dzieci i młodzież z Klubów Cichociemnych, rodziny skoczków oraz uczniowie o zainteresowaniach patriotyczno-sportowych. W programie obozów zawarte są m. in. elementy edukacji historycznej, propagowanie wartości mających na celu dbałość i kształtowanie odpowiedzialności za wspólne dobro, edukację ekonomiczną praz poprawę sprawności fizycznej młodych Polaków. 

Każdy z czterech turnusów trwa 11 dni, w czasie których, jak to stwierdził jeden z młodych uczestników: „nie ma czasu na zabawę, tyle jest zajęć”. Dwójka potomków „Przerwy” pojechała na turnus II, 12-22 lipca 2019. Byli najmłodszymi uczestnikami, więc niestety nie mogli brać udziału we wszystkich atrakcjach, nad czym bardzo ubolewali. Ale na pytanie, czy chcieliby pojechać do Janowa za rok, bez wahania stwierdzili, że TAK! Nawet pięćdziesiąt razy pod rząd ;) Oprócz Błażeja i Mikołaja w obozie uczestniczyło jeszcze 12 dzieci współpracujących z Klubem Cichociemnych działającym przy Kole Myślenice Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Poniżej wymienię niektóre z zajęć zorganizowanych dla uczestników. Zestaw aktywności zmienia się z roku na rok, a nawet z turnusu na turnus. Dzięki kreatywności kadry każdy obóz jest niepowtarzalny i nie ma obawy, że będzie nudno. W programie znajdują się m. in.:
  • edukacja patriotyczno-historyczna,
  • zajęcia sportowo-obronne, np. nauka strzelania z broni krótkiej i długiej, samoobrona, wspinaczka, skoki z wieży pożarniczej, tyrolka, przeprawy wodne, bitwa łuczników,
  • elementy survivalu – np. budowanie szałasów, przepraw terenowo-bagienna,
  • wyprawy kajakowe, rowery wodne, kąpiel w wodach zalewu na wyznaczonym kąpielisku,
  • pierwsza pomoc przedmedyczna
  • ekonomia
  • techniki relaksacyjne
  • zwiedzanie laboratoriów wiedzy w Parku Rekreacji Zoom Natury
  • zajęcia plastyczne – piaskowa rzeźba, malowanie twarzy, nauka składania serwetek i robienia kwiatów z papieru, ozdabianie symbolami cichociemnych elementów garderoby i przedmiotów codziennego użytku
  • gry terenowe
  • wycieczki tematyczne – do muzeum kolejki leśnej oraz wyjazdy do miejsc pamięci
  • imprezy integracyjne – potupajki, ogniska, konkursy, koncerty
  • savoire vivre – nauka dobrego wychowania, nakrywanie do stołu, zachowanie przy stole






Każda grupa wybiera sobie patrona – jednego z cichociemnych. Na turnusie II była drużyna Ponurego, Zo, Zapory, Kotwicza, Łabędzia, Upłaza i Niedźwiadka. Kadra jest wymagająca, jak to niektórzy obozowicze stwierdzili „ostra”. Ale jak dopytałam o szczegóły, to stwierdziłam, że taka kadra to marzenie wszystkich rodziców. Zakaz samowolki, pilnowanie dyscypliny i bezpieczeństwa, a przy tym solidne zaangażowanie w sprawy swoich podopiecznych. A do tego godna pochwały kreatywność. Brawo!

Dziękujemy Fundacji za możliwość uczestniczenia naszych dzieciaków w tym projekcie oraz za udostępnienie zdjęć. Zachęcam do polubienia strony Obozu cichociemnych na fb: https://www.facebook.com/obozfundacjiCC/ 

Fot. dzięki uprzejmości Fundacji. 


czwartek, 12 lipca 2018

Proobronne wakacje 2018


Wakacje rozpoczęliśmy jak zwykle aktywnie. Pierwsza sobota wakacji to tradycyjnie Masters' Killer, w którym Strzelcy RP i młodzież z Sekcji Młodzieżowej AK z Myślenic pomagała, a niektórzy też startowali. Potem szkolenie – 4 dni intensywnych ćwiczeń. Mało teorii, dużo praktyki. Wykorzystanie terenu i obiektów tam usytuowanych. Ulubionym obiektem okazały się plastikowe toi-toie, które po kilka razy dziennie można było w różnych konfiguracjach zdobywać. Było też szkolenie z służby wartowniczej, tak zaniedbywane na szkoleniach dla młodzieży, uważane za nudne, a w rzeczywistości dobrze poprowadzone jest niezapomnianą przygodą. Nocne marsze, apele, czy suszenie ubrań w płomieniach ogniska na pewno zostaną w pamięci na długo. Pogoda podobno nie dopisała, bo codziennie padał deszcz, ale instruktor Jarek każdą ulewę potrafił wykorzystać jako atrakcję. Po obozie uczestnicy dziwili się, dlaczego ludzie chowają się przed deszczem. Przecież to najlepsza pogoda!

Poniżej krótka fotorelacja :)










wtorek, 17 kwietnia 2018

Znów sentymentalnie – Toruń – Warszawa


14-15 kwietnia 2018. Pielgrzymka religijno-patriotyczna. Skąd się tam wzięłam? Pewnej niedzieli nasz ksiądz poinformował parafian, że organizowana jest pielgrzymka do Torunia i Warszawy. Dotarły do mnie dwie nazwy-klucze: Kościół św. Stanisława Kostki i Muzeum Powstania Warszawskiego. Zastrzygła uszami i stwierdziłam, że to jest coś dla mnie. Muzeum Powstania odwiedzam przy każdej możliwej okazji. W kościele św. Stanisława Kostki byłam wiele lat temu, jako mała dziewczynka. Ale jak wróciły wspomnienia emocji, które targały dziecięcym sercem w trakcie kazań księdza Jerzego, czy później, jak się dowiedziałam o jego porwaniu i śmierci, przypomniałam sobie, że tylko raz, jako nastolatka, byłam na grobie ks. Popiełuszki, a potem jakoś moje drogi omijały to miejsce. 

Pierwszego dnia celem był Toruń – miejsca związane z ks. Rydzykiem. Sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II oraz siedziba Radia Maryja i TV Trwam. Nasz przyjazd zbiegł się w czasie z pielgrzymką diecezji Sosnowieckiej, dzięki czemu mogliśmy uczestniczyć w uroczystej Mszy św. pod przewodnictwem bp Grzegorza Kaszaka.  

Miejscem, na które chciałabym zwrócić szczególną uwagę jest Kaplica Pamięci, poświęcona Polakom, którzy zostali zamordowani przez Niemców za ratowanie Żydów w czasie II wojny światowej. Oddali życie, co nie zniechęciło innych do niesienia pomocy. To ważne, żeby powstawały takie miejsca. Miejsca, które pokazują niesamowite poświęcenie Polaków dla ratowania życia innych ludzi. Szczególnie wobec współczesnego zakłamywania historii. 


Drugi dzień to świetnie zorganizowane zwiedzanie Warszawy – tu szczególne ukłony i uznanie dla Pani Krysi, która była mózgiem całego przedsięwzięcia. W tak ograniczonych ramach czasowych udało się zmieścić całkiem pokaźną dawkę doznań religijno-patriotycznych. Religijnych – bo to pielgrzymka. Patriotycznych – bo 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości. Rano msza w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu (obecnie Sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki), zwiedzanie Muzeum oraz modlitwa na grobach ks. Jerzego, ks. Teofila Boguckiego i ks. Zygmunta Malackiego. Skromny grób Błogosławionego, otoczony kamiennym różańcem, robi większe wrażenie niż wyszukane grobowce. Bo też i taki był ksiądz Jerzy – skromny i... wielki. Pamiętam, jak przeżywałam kazania ks. Jerzego – nie wszystkie rozumiałam, ale na zawsze wyryły mi się w sercu słowa: ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ. Muzeum to też taka trochę podróż sentymentalna. Punktem kulminacyjnym było odtworzone w podziemiach miejsce mordu – ciemny las, a potem fragment rzeki, nad którą wyświetlane są zdjęcia skatowanego księdza... Te zdjęcia widziałam wiele lat temu – kopie przywiezione przez moją Mamę z Warszawy tuż po odnalezieniu zwłok Księdza, schowane przede mną, żeby nie wywołać w dziecku szoku. Musiałam je zobaczyć, bo nie wierzyłam, że TO się zdarzyło. Znalazłam, oglądnęłam, oczywiście nie przyznając się do tego. Przyjęłam okrutną prawdę i myślę, że było to jedno z doświadczeń, które potem przez lata mnie kształtowały. 



Przedostatni punkt programu to Muzeum Powstania Warszawskiego. Dla czytelników bloga mój sentyment do tego miejsca jest oczywisty. Dziadkowie powstańcy, spora część rodziny jako ludność cywilna przeżyła Powstanie, kilku dalszych krewnych uczestniczyło i ginęło (w tym „Miś” Rościszewski). Zawsze do budynku muzeum wchodzę z dreszczem. To kolejne ważne miejsce – nie tylko dla mnie, ale też dla wszystkich Polaków. Zawsze znajdę jakiś kąt, w którym jeszcze nie byłam, albo znajduję czas, żeby dokładniej zagłębić się w jakiś powstańczy temat. Na kilka godzin przenoszę się w inny świat, cofam się w czasie i przeżywam wydarzenia sprzed 70 lat jakby to był mój świat i moje doświadczenia...



Na końcu Pani Krysia zaplanowała niespodziankę - Świątynię Opatrzności Bożej na warszawskim Wilanowie. Otoczony niewysokimi domami betonowy kolos już teraz robi wrażenie, mimo, że to ciągle jest plac budowy. Funkcjonujący, ale surowy i jak dla mnie trochę zimny. W przyszłości w podziemiach świątyni mają spocząć prochy 300 wielkich Polaków. Na razie wieczny spoczynek znaleźli tu m.in. ksiądz Twardowski i prezydent Kaczorowski. 




Późnym wieczorem pełni wrażeń i naładowani pozytywną energią wróciliśmy do domów... 

piątek, 2 marca 2018

Niecodzienne spotkanie uczniów z żołnierzem Armii Krajowej - „Mamutem”

27 lutego 2018 to dzień dla uczniów dwóch myślenickich szkół niezapomniany – miejscowe koło Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zorganizowało spotkanie z kapitanem Januszem Kamockim ps. „Mamut”. Moje pierwsze spotkanie z Kapitanem, a raczej Doktorem Kamockim (bo jakoś tak lepiej mi to brzmi – tytuł doktorski jest tytułem naukowym, a ranga oficerska nadana honorowo nie odzwierciedla faktycznej rangi wojskowej) miało miejsce mniej-więcej rok temu, w siedzibie małopolskiego oddziału ŚZŻAK. Z kilku osób, które wtedy poznałam, dr Kamocki od razu przyciągnął moją uwagę – jego błysk w oku, forma wypowiedzi i aura, którą wokół siebie roztaczał – to wszystko spowodowało, że kilka krótkich minut wystarczyło, że poczułam w Nim „bratnią duszę”. Wszystkie dotychczasowe działania stale to pierwsze wrażenie potwierdzają. Doktor dostaje wszystkie relacje z naszych inicjatyw – szkoleń, uroczystości, czy wyjazdów. Od czasu do czasu spotykamy się – najczęściej rozmawiamy o planach związanych z sekcjami młodzieżowymi i reaktywacją koła w Myślenicach, ale udaje się nam również wracać do wspomnień związanych z okresem wojennym. Po którejś serii wspomnień stwierdziłam, że to niesprawiedliwe, że tylko my słuchamy tych opowieści. Trzeba zarazić pasją patriotyzmu większą grupę Polaków, a najlepiej młodych Polaków. Powiedziałam o tym Doktorowi dodając nieśmiało pytanie, czy zgodziłby się na spotkanie z młodzieżą w szkole myślenickiej. Zgodził się bez wahania. W końcu zadecydowałam, że są dwie szkoły, które są mi szczególnie bliskie – dawne Gimnazjum nr 1 (obecnie oddział Szkoły Podstawowej nr 2) i I Liceum Ogólnokształcące. Obie szkoły mają wspaniałą historię i były kuźnią wielu myślenickich bohaterów – walczących zarówno w Legionach, w Armii Krajowej, jak i potem, w podziemiu antykomunistycznym.



„Mamut” spotkania z uczniami rozpoczął od liceum. W auli zebrało się kilkadziesiąt osób; głównie uczniów szkoły, ale też sporo było osób starszych: nauczycieli i gości. Współorganizatorem spotkania była GRH AK „Murawa”. Gośćmi spotkania byli: wiceprezes Galicyjskiego Towarzystwa Historycznego pan Leszek Kapłon oraz asystent posła Jarosława Szlachetki, Dawid Chorabik. Na drugie spotkanie przenieśliśmy się do budynku gimnazjum – grupa odbiorców była nieco młodsza, ale z przyjemnością patrzyłam na zasłuchane twarze młodzieży, która chłonęła każde słowo naszego weterana. Wśród młodzieży była grupka strzelców, która uczestniczyła w obu spotkaniach.


Doktor Kamocki w swoich wspomnieniach przeniósł się w czasy wojny – był wtedy nastolatkiem, rówieśnikiem większości uczestników obu spotkań. Przedstawił okrutne realia wojny widziane oczami chłopaka, który nie do końca był świadomy tego, co się wokół dzieje. Dla młodzieży możliwość walki z okupantem i całe przygotowanie do walki były trochę jak zabawa, tylko przeniesiona w realne warunki. „Mamut”, tak jak jego koledzy i koleżanki, chciał walczyć z Niemcami. Był zawiedziony, że dostał inne zadanie – ze względu na okoliczności (dom rodzinny, którego część zajmowali okupanci, nielegalne połączenie telefoniczne z aparatem, z którego korzystali Niemcy i dobra znajomość języka niemieckiego) został wyznaczony do podsłuchiwania rozmów telefonicznych. Zamiast biegać po lesie i strzelać musiał całymi godzinami siedzieć w fotelu i podsłuchiwać. Jak wspominał, większość informacji była nieistotna. Tylko raz usłyszał o planach wysiedlenia jednej z okolicznych wsi, jednej z tych, w których ukrywali się partyzanci. Dzięki temu jednemu epizodowi uratował wiele osób, bo odpowiednio wcześnie mieszkańcy przygotowali się do przymusowej przeprowadzki i ukryli wszystkie niewygodne przedmioty, które mogły doprowadzić do ich zastrzelenia przez Niemców. 

Znamienne były słowa „Mamuta” o bohaterstwie. Powiedział, że szlag go trafia, jak słyszy, że oni, żołnierze Armii Krajowej, byli bohaterami. Dzisiaj może tak to wygląda, ale wtedy nikt nie myślał o bohaterstwie. Najlepiej to, co się wtedy działo w sercach młodych Polaków, oddają słowa „Inki”, która w swoim ostatnim grypsie napisała: „zachowałam się jak trzeba”. Wtedy wszyscy robili to, co im nakazywało sumienie – zachowywali się jak trzeba. Mieli wyryte w sercach słowa „Bóg – Honor – Ojczyzna” i nie wchodziło w grę inne zachowanie. 

Innym ciekawym zagadnieniem, które poruszył nasz gość była rzeczywista rola Armii Krajowej. Wiele osób kojarzy AK-wców z walką, z zabijaniem. Statystyki mówią coś zupełnie innego – 300-tysięczna armia, wspierana przez dziesiątki, a może setki tysięcy cywili, zabiła zaskakująco mało Niemców. Bo prawdziwa rola AK nie polegała na zabijaniu – opowiadał dr Kamocki. – Zadaniem żołnierz AK była przede wszystkim ochrona ludności. Zabicie jednego Niemca niosło za sobą śmierć 10 lub więcej Polaków. Trzeba było działać rozważnie – ratować, wspierać na każdym kroku, uwalniać uwięzionych, zapobiegać mordowaniu. Brawura nie była dobrym rozwiązaniem. Dowódcy Polski Podziemnej mieli opracowany plan polonizacji Ziem Odzyskanych, o czym dowiedziałam się z książki dr Kamockiego „Podróże etnografa”. Komuniści wysiedlili mieszkańców z ich domów, nie patrząc, czy jest to zasadne, czy nie. AK miała cały plan. Ale po wojnie nikt ich nie słuchał, a żołnierze sami musieli walczyć o przetrwanie.


Spotkanie w liceum zostało zarejestrowane na video, dzięki czemu każdy, kto chciałby wysłuchać wystąpienia „Mamuta”, będzie miał tę możliwość. Dziękujemy za pomoc panu posłowi Jarosławowi Szlachetce! Jest to osoba, która aktywnie wspiera działania patriotyczne na terenie Myślenic i w szeroko pojętych okolicach. Najbliższe wspólne plany to rejestracja wspomnień weteranów walk o niepodległość Polski oraz ich rodzin.


Spotkanie z dr Kamockim było pierwszym z cyklu planowanych spotkań. Pomysłów na razie nie zdradzę, ale zapewniam, że będzie się sporo działo.  

Zapraszam na fanpage Kołą Myślenice ŚZŻAK na Facebook: www.facebook.com/AKMyslenice/ 

Wiadomość z ostatniej chwili: już nie KAPITAN, ale MAJOR!!! Gratulujemy! 

wtorek, 13 lutego 2018

Wątki żydowskie – Witold Karol Rothenburg-Rościszewski

Holokaust - temat jakże aktualny i jakże gorący. Wydarzenia ostatnich tygodni i liczne dyskusje kuluarowe skłoniły mnie do pewnych przemyśleń i pogrzebania w rodzinnej historii. Wątków żydowskich jest kilka – jedne dotyczą przodków moich, inne przodków mojego męża. Mężowi zostawię temat do rozwinięcia, wspomnę tylko, że mało brakowało, a miałby babcię Żydówkę. Na szczęście sprawa się rozmyła, a wspomniana Żydówka została... katolicką świętą, zamęczoną w obozie koncentracyjnym przez Niemców.

Witold Rothenburg-Rościszewski
Związki mojej rodziny z Żydami są bardziej skomplikowane. Zapewne wielu osobom z kręgów zarówno żydowskich, jak i antyżydowskich, znane jest nazwisko Rothenburg-Rościszewski. Witold Karol Rothenburg-Rościszewski urodził się w 1901 roku we wsi Kornie, w rodzinie ziemiańskiej. Jego rodzice: Karol Rościszewski i Cecylia z domu Ostrowska, pochodzili z herbowych patriotycznych rodów. Jego ojciec, Karol, miał dwójkę rodzeństwa – Erazma oraz Mariannę, moją pra-pra-babcię. Wśród przodków Witolda byli powstańcy styczniowi oraz słynny generał, jeden z przywódców Powstania Listopadowego, Jan Nepomucen Umiński, którego historię opisałam kilka lat temu >>>.

Jako młody żołnierz Witold walczył z bolszewikami, ukończył szkołę podoficerską. W latach 1923-27 studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim, w 1933 roku zakończył aplikację adwokacką.
Na studiach zaangażował się w działalność "narodowców" - należał do organizacji Bratnia Pomoc, Młodzież Wszechpolska i Obóz Wielkiej Polski. Od 1934 roku działacz Obozu Narodowo-Radykalnego, a następnie był jednym z głównych działaczy Falangi. Wydawałoby się, że postać przesiąknięta antysemityzmem, obecnie uznany byłby za nacjonalistyczny "czarny charakter". Był za swoje poglądy prześladowany i kilkakrotnie aresztowany.

W 1939 roku jako porucznik rezerwy dostał kartę mobilizacyjną. Walczył w wojnie obronnej, dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł i powrócił do Warszawy. Tam od razu włączył się w działalność podziemną, używając m. in. pseudonimów "Umiński” i „Inżynier”. Nie zmienił swoich prawicowo-narodowych poglądów, jednak w przeciwieństwie do B. Piaseckiego był zwolennikiem przyłączenia się do Związku Walki Zbrojnej. Witold wraz z innymi działaczami Konfederacji Zbrojnej w 1941 r. przyłączył się do ZWZ, a następnie wszedł w skład "Wachlarza". Był współorganizatorem wielu akcji dywersyjnych, wywiadowczych i odbijania aresztowanych, m.in. słynnej akcji rozbicia więzienia w Pińsku, której dowódcą był cichociemny Jan Piwnik ps. "Ponury". Równolegle współpracował z Kierownictwem Walki Cywilnej, stał także na czele wydziału wywiadu działającego w ramach Komórki Bezpieczeństwa Delegatury Rządu RP na Kraj, w ramach którego zbierał informacje o nastrojach społecznych i rozpracowywał podziemie komunistyczne. Stał również na czele sekcji likwidacyjnej wydziału wywiadu Delegatury, która zajmowała się wykonywaniem wyroków na zdrajcach i konfidentach. W ramach tego rodzaju działań 10 lutego 1943 r. Rościszewski kierował wykonaniem wyroku na żydowskim agencie gestapo, Jerzym Weisbergu (ukrywającym się pod nazwiskiem Mostowicz).

Drugą gałęzią działalności okupacyjnej Witolda była pomoc Żydom. Ten znany przedwojenny "żydożerca" widząc ogrom nieszczęścia, które spadło na Polaków pochodzenia żydowskiego z rąk niemieckich, nie zawahał się z decyzją o aktywnym włączeniu się w ratowanie Żydów. Wspierał materialnie ukrywającego się kolegę prawnika Wacława Tajtelbauma-Tarskiego oraz innych adwokatów żydowskich przebywających w warszawskim getcie. Wielu znajdującym się w potrzebie osobom pochodzenia żydowskiego pomógł znaleźć bezpieczne mieszkanie i zaopatrywał je w fałszywe dokumenty. Korzystały z jego wsparcia inne osoby organizujące pomoc Żydom, np. ks. Marceli Godlewski, Zofia Kossak-Szczucka i Irena Sendlerowa, której m.in. pomagał ukrywać dzieci żydowskie w Warszawie i okolicach. Po latach Sendlerowa następująco scharakteryzowała jego ówczesną działalność: 

Irena Sendlerowa
...pomagał w wyprowadzaniu dzieci z getta. Był adwokatem, znał dobrze gmach sądów przy ul. Leszno; znał tamtejszych woźnych, do których można było mieć zaufanie, a niektórzy z nich mieli w swym posiadaniu klucze do zapasowych drzwi, prowadzących na stronę tzw. aryjską. Po takim wyprowadzeniu adw. Rościszewski umieszczał dzieci albo w zakładzie-zakonie w Chotomowie pod Warszawą lub u swoich znajomych, płacąc im za utrzymanie ze swoich funduszów aż do swojego aresztowania.

Różnie są przedstawiane motywy okupacyjnej działalności Witolda. Znając jego przekonania, trudno mówić o zmianie poglądów. Należy pamiętać, że zarówno falangiści, jak i inne polskie ugrupowania narodowe, mimo niechęci do Żydów, odcinały się zarówno od wzorców hitlerowskich, jak i ideologii rasistowskiej jako niezgodnych z nauką Kościoła katolickiego. Mord jako środek pozbycia się tej mniejszości z Polski był dla nich również nie do zaakceptowania. Rościszewski uznał, że w sytuacji, gdy Niemcy mordują masowo Żydów, jako chrześcijanin jest zobowiązany do ratowania życia. Po latach, w 1994 r., wraz z żoną Anną zostali pośmiertnie uhonorowani medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata



Josek Mycenmacher vel Jan Berdych
Należy jeszcze wspomnieć o okolicznościach śmierci Witolda Rothenburg-Rościszewskiego. 6 kwietnia 1943 roku został aresztowany przez gestapo. Podejrzewa się, że informacje o Rościszewskim Niemcy mogli wymusić w czasie przesłuchań od Władysława Hackiewicza, żołnierza „Wachlarza” i dobrego znajomego Rościszewskiego z czasów „Falangi”. Z kolei zdaniem historyka Waldemara Grabowskiego, do zdekonspirowania Rościszewskiego mógł przyczynić się inny jego współpracownik, Jan Berdych, bardziej znany jako żydowski działacz antykomunistyczny Josek Muetzenmacher, który miał rozpracowywać ruch komunistyczny dla Delegatury Rządu. Zdaniem Grabowskiego z usług Berdycha korzystało także warszawskie gestapo, dla którego 10 lutego 1943 r. miał on napisać obszerny raport, wymieniając w nim pseudonim i funkcję Rościszewskiego. Wersję tę potwierdza Bogdan Gadomski w wydanej niedawno biografii Muetzenmachera. Niedługo po aresztowaniu Rościszewski został zamordowany, prawdopodobnie w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen (w tym samym, w którym był więziony Antoni Żychiewicz). Miejsce pogrzebania ciała pozostaje nieznane. Symboliczny grób Witolda znajduje się na cmentarzu leśnym w Laskach, a w warszawskim kościele św. Marcina wmurowana została poświęcona mu pamiątkowa tablica.

Z osobą Witolda łączy się też postać jego syna - 14-letniego bohatera Powstania Warszawskiego, Michała "Misia" Rothenburg-Rościszewskiego, żołnierza batalionu Czata.
Biogram powstańczy "Misia" znajdziesz tutaj >>>

Życiorys Witolda jest jednym z wielu przykładów, że nawet "niechęć" niektórych Polaków do Żydów nie przekładała się na ich postępowanie w obliczu tragedii II wojny światowej. Bo wojna to nie tylko Holokaust, ale też śmierć milionów Polaków. I mimo najtragiczniejszych konsekwencji to właśnie Polacy uratowali największą liczbę Żydów. Witold ratował Żydów tam, gdzie był potrzebny ratunek, wykonywał na Żydach wyroki w obliczu zdrady i oddał życie, przypuszczalnie na skutek żydowskiego donosu.


Więcej informacji o Witoldzie: